Jak zdobywać wsparcie, opowiadając o muzyce? Historia twórcy, który nie czekał na algorytm
Fundraising w kulturze bywa obciążony wieloma stereotypami – zwłaszcza w odniesieniu do działań niszowych, takich jak edukacja muzyczna czy kulturowa. Wciąż pokutuje przekonanie, że trudno w tych obszarach zdobyć wsparcie, a odbiorcy nie są skłonni wspierać tego typu inicjatyw. Tymczasem podczas rozmowy o platformie BuyCoffee.to pojawiło się nazwisko Marcina Szustera – i nie bez powodu. Znam Marcina od kilku lat i z dużym uznaniem obserwuję, jak konsekwentnie rozwija swoją działalność jako edukator muzyczny, freelancer i twórca internetowy. Choć nadal znajduje się na wczesnym etapie budowania swojego fundraisingowego zaplecza, już dziś może być inspiracją dla osób, które dopiero rozpoczynają podobną drogę. Postanowiłam więc zapytać, jak wygląda codzienność twórcy działającego na styku edukacji, kultury i samodzielnej pracy – i co warto wiedzieć, zanim zdecydujemy się zaprosić odbiorców do wspierania naszych działań.
Powiedz kilka słów o sobie.
Nazywam się Marcin Szuster, jestem crate-diggerem, producentem muzycznym (duet producencki WaxEaters), kolekcjonerem płyt winylowych, nauczycielem i pasjonatem historii muzyki. Prowadzę „Historię Muzyki”, czyli internetowego vloga na YouTube o najważniejszych postaciach muzycznych, zespołach, wydarzeniach i albumach XX wieku. Prowadzę również stacjonarne wykłady o historii muzyki XX wieku. Na co dzień pracuję w Szkole Muzyki Nowoczesnej, w której od 9 lat wykładam „Historię Muzyki” jako przedmiot.
Co było dla Ciebie impulsem do podjęcia działań fundraisingowych jako twórca?
Fundraising był jednym z założeń „Historii Muzyki”, od początku jej istnienia. Tworząc materiały o muzykach, zespołach, albumach czy wydarzeniach, zawsze używam fragmentów nagrań, żeby dać ilustrację do tego, o czym mówię. To czym się zajmuję, to taka hybryda podcastu i audycji radiowej. Natomiast udostępniając gotowy efekt na YouTube wiedziałem, że będę skazany na demonetyzację z powodu używania muzyki. A przecież bez ilustracji muzycznej, te materiały nie mają sensu. Kiedy opowiadam historię konkretnego albumu, konkretnego utworu, albo konkretnego wersu w danym utworze – nonsensem byłoby nieprzytoczenie go. Nie liczę na pieniądze z wyświetleń, dlatego od samego początku oparłem swoją działalność między innymi o fundraising.
Czy wcześniej miałeś doświadczenia z finansowaniem swojej twórczości przez społeczność?
Nie miałem własnych doświadczeń, jednak obserwowałem bacznie twórców, których content cenię i pochłaniam: na przykład Tomka Czukiewskiego (Ciekawe Historie), profesora Antoniego Dudka (Dudek o Historii), Jakuba Wiecha (Elektryfikacja). Dzięki nim wiedziałem, że wartościowe treści naprawdę mogą się obronić. I czułem, że sam mogę stworzyć coś, czego w polskim internecie brakuje. Liczę na to, że systematyczna, ciężka praca nad wartościowymi materiałami zostanie doceniona przez odbiorcę.
Czy BuyCoffee.to to Twoje główne narzędzie do zbierania środków, czy korzystasz też z innych form wsparcia (np. Patronite, zrzutki, granty)?
Poza BuyCoffe.to, zbieram również środki za pomocą Patronite. Mam też w planach rozeznać się w temacie grantów. Poza odcinkami na YouTube, prowadzę również serię 15-tu wykładów na żywo o konkretnych gatunkach muzycznych: od soulu, jazzu, bluesa, przez rock, punk rock aż po Detroit Techno i Chicago House. Wówczas opowiadam o historiach tworzenia się całych gatunków muzycznych. Puszczam fragmenty filmów dokumentalnych, słuchamy muzyki z płyt winylowych. To druga, duża część mojej działalności i tu już nie ma problemu z monetyzacją – otrzymuję za nie wynagrodzenie. Tak więc, z założenia: jednym z głównych celów odcinków na YouTube, jest reklama moich wykładów na żywo, których nie planuję udostępniać w internecie. A celem fundraisingu – finansowanie tych odcinków.
Jakie działania – Twoim zdaniem – najbardziej przekładają się na zaangażowanie odbiorców i realne wsparcie?
Oczywistym jest regularność publikacji i jak największa liczba materiałów. Z każdym kolejnym filmem przybywa nowych odbiorców, nowych Patronów. Jestem perfekcjonistą, więc akurat z tym mam problem. Tworzenie moich materiałów zazwyczaj trwa bardzo długo. Dlatego niedawno postanowiłem, że wkrótce zacznę tworzyć również krótszy content, 20-minutowy, 30-minutowy. Dla porównania, do tej pory moje odcinki trwały 1,5h- 2h. Oczywiście, z dłuższej formy nie będę rezygnować! Ale dzięki temu nie będę miał uczucia że zaniedbuję odbiorców, a jednocześnie nie będę się musiał spieszyć z dłuższymi materiałami.
Co powiedziałbyś osobom, które wahają się, czy fundraising społecznościowy to coś dla nich?
Jeśli masz oryginalny pomysł albo działasz w pewnej niszy, a fundraising jest jedyną realną opcją na Twoje wynagrodzenie, nie wahaj się. Jeśli masz myśli w stylu „to żebractwo” lub „wyciąganie pieniędzy od ludzi”, odrzuć te myśli. Zupełnie. Wiem coś o tym – sam je miałem przez długi czas. Dopóki sobie nie uświadomiłem jednej, bardzo prostej rzeczy. Układ fundraisingu jest uczciwszy niż sprzedaż. Bo osoba która Cię wspiera, po pierwsze – dokładnie „sprawdza towar przed zakupem” i może „testować go za darmo” przez dowolnie długi czas. A poza tym, w każdej chwili może się rozmyślić i cofnąć swoją subskrypcję. Dzięki temu my, twórcy musimy się ciągle bardziej starać, tworząc lepszy i wartościowszy content. I to jest super. Róbmy rzeczy, rozwijajmy się, i dajmy się rozwijać innym. Sam „patronuję” kilku twórcom i cieszę się, że moja mała cegiełka przyczynia się do ich rozwoju.
Czy taka działalność fundraisingowa daje Ci coś poza finansami?
Nie ukrywajmy, w fundraisingu chodzi głównie o finansowanie i dzięki temu, o niezależność twórczą. Jednak każdy akt wsparcia finansowego związany jest z czymś jeszcze. Każda wpłata, każda postawiona wirtualna kawa i każdy nowy patron to po prostu docenienie mojej pracy. To pośrednie poinformowanie: „robisz dobrą robotę, lubię sposób w jaki tworzysz treści, chcę więcej”. Czasem nawet bezpośrednie, bo dostaję takie wiadomości. I wiem, że twórcy lubią pisać „nic mnie nie wzrusza, nie przejmuję się opiniami, robię swoje”, ale nie do końca w to wierzę. Dla mnie to ma duże znaczenie. Dam konkretny przykład.
Sam fakt, że prowadzę podcast i wykłady poza Szkołą Muzyki Nowoczesnej, zawdzięczam uczniom tej szkoły. Po moich zajęciach, uczniowie bardzo często podchodzili do mnie mówili: „Marcin, super wykład, wniósł coś do mojego życia. Dlaczego nie masz podcastu?”. I po kilku latach tego typu propsów i uwag, zdecydowałem się go założyć. Zawsze będę podkreślać to, że istnienie “Historii Muzyki” w takiej formie jaką znacie, zawdzięczam uczniom Szkoły Muzyki Nowoczesnej. Których oczywiście z tego miejsca serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję!
