Wywiad

OP ENHEIM. Wysoka kultura współpracy.

W jednej z wrocławskich kamienic w samym sercu miasta powstało niezwykłe miejsce, gdzie prezentuje się, dyskutuje i odkrywa dla szerokiej publiczności kulturę i sztukę współczesną. 

OP ENHEIM jest instytucją prywatną, ale nie jest komercyjną galerią sztuki – to wciąż mało jeszcze znany w Polsce model. O tym, jak wygląda kultura pracy w ramach instytucji, która w ciągu kilku lat zdołała wypracować imponującą sieć współpracy partnerskich, opowiada Kama Wróbel, jej dyrektor programowa.

Sztuka Fundraisingu: OP ENHEIM to prywatna instytucja artystyczna prowadzona przez organizację pozarządowa i spółkę. Jakie są korzyści, a jakie trudności wynikające z takiego charakteru instytucji?

Kama Wróbel: OP ENHEIM jest szczególnym miejscem, które powstało z inicjatywy osoby, która w ten symboliczny sposób chciała oddać kamienicę publiczności. Ten gest filantropijny sam w sobie jest naznaczony myśleniem mecenasa sztuki, który zupełnie bezinteresownie przekazuje bardzo atrakcyjne miejsce w centrum miasta i oddaje sporo przestrzeni kamienicy, aby wspierać i rozwijać kulturę i sztukę współczesną. To pierwsza rzecz, która nas wyróżnia, ponieważ nie chodzi tu o osobę, która zakłada prywatną galerię i prowadzi sprzedaż dóbr kultury i sztuki. Działamy bardziej w modelu instytucji publicznej. Taki konstrukt jest w Polsce jeszcze mało znany, natomiast za granicą, szczególnie w Niemczech, mecenat publiczno-prywatny i prywatno-publiczny jest dobrze rozwinięty. Wynika to trochę z mentalności ludzi i tego, że my w dalszym ciągu jesteśmy jeszcze krajem rozwijającym się i potrzeba wspierania kultury i sztuki jest trochę na innym torze. Ale też warto tu dodać, że powstaje coraz więcej tego typu inicjatyw. 

OP ENHEIM funkcjonuje jako przestrzeń prywatna i  publiczna jednocześnie. Nie zarabia, nie sprzedaje dzieł sztuki, nie jest galerią komercyjną czy prywatną. Jest to skomplikowana struktura. 

OP ENHEIM prowadzony jest przez europejską spółkę pożytku publicznego, która jest właścicielem kamienicy. Znajdują się w niej restauracja i biura na wynajem. Wszystkie wynajmy i restauracja przynoszą przychód, który sprawia że OP ENHEIM jako instytucja kultury może funkcjonować w sposób regularny i możemy sobie pozwolić na przeznaczenie trzech kondygnacji wyłącznie na kulturę i sztukę. Jest to model samo wystarczającego miejsca, takiego które samo się finansuje. Oczywiście pandemia mocno pokrzyżowała nam plany, strefa prywatna jest bardzo wrażliwa na wszelkie zmiany rynkowe, a nasze działania są finansowane przez biznes. Dlatego też w 2019 roku założyliśmy przy OP ENHEIM fundację, żeby efektywnie łączyć środki prywatne ze środkami publicznymi. 

W Polsce spółki pożytku publicznego są traktowane na równi z firmami i wiele obszarów ich działalności nie jest jeszcze wystarczająco uregulowane. Uznaliśmy więc, że łatwiej będzie jeśli zagospodarujemy również ten bardziej znany w Polsce obszar trzeciego sektora, który w naszej części Europy jest postrzegany inaczej, niż na Zachodzie.

SF: Na zachodzie fundacja bazuje na konkretnym, wyjściowym funduszu. Kumuluje środki i następnie nimi dysponuje.

KW: W Polsce mecenasi już są, filantropa się rozwija i  jest już zauważalna, ale w dużej mierze przejawia się  poprzez budowanie własnych kolekcji i prywatnych galerii sztuki, więc takie miejsce jak nasze musi sobie radzić na różne sposoby. Jednym z nich jest pozyskiwanie środków publicznych. Oczywiście ma to swoje konsekwencje: duże pieniądze to dużo faktur, dużo dodatkowej pracy. Mimo to ważne dla nas jest, aby nie zależeć od jednego źródła. Pozyskujemy więc środki, piszemy projekty, natomiast wszystko co nie mieści się w projektach, finansujemy ze środków prywatnych. 

Dzięki temu, że mamy spółkę – matkę, możemy prowadzić działalność stałą. Nie podlegamy, jak większość organizacji ryzyku, że jeśli nie dostaniemy grantu, to przestajemy działać. Jest to duży problem dla stowarzyszeń i fundacji oraz ciągłości ich projektów. W dotacjach stawia się na nowatorstwo, tymczasem w projektach chodzi przecież właśnie o to, żeby je kontynuowano. I tu jest paradoks. 

Korzystne jest to, że trzon zespołu jest finansowany z prywatnych środków, dzięki czemu OP ENHEIM może nieprzerwanie działać bez środków zewnętrznych. Współpracujemy też szeroko z innymi podmiotami. Jako osoba prowadząca to miejsce uważam, że pieniądze naprawdę leżą na przysłowiowej ulicy, można je znaleźć – wymaga to pracy, ale też nie chciałabym żebyśmy działali w taki sposób, że opieramy się wyłącznie na dotacjach miejskich lub ministerialnych. Korzystamy z różnych europejskich środków, współpracujemy z wieloma instytucjami europejskimi. Właśnie po to, żeby poszerzać krąg współpracy i żeby myśleć dalej, niż tylko o własnym podwórku, bo to mocno ogranicza. Aby móc dobrze funkcjonować, warto pozyskiwać różne środki. Przy okazji budują się wspaniałe partnerstwa, które można realizować na wiele sposobów. Jest to mocno otwierające i rozwijające. 

OP ENHEIM to nie tylko miejsce, które jest dedykowane kulturze i sztuce wizualnej, opiekujemy się zabytkiem i cennym dziedzictwem kulturowym, zajmujemy się edukacją młodych artystów. Nasze pole działania jest bardzo szerokie, trzeba się przy tym nagimnastykować. Współpracujemy z mecenasami i patronami, którzy wspierają nas produktem lub wspierają nas finansowo. Na przykład firma Keim finansuje farby, które w przypadku zabytkowego budynku muszą być odpowiedniej jakości. Jest to dla nas ważny darczyńca i dobry, sprawdzony partner. Nasi partnerzy pomagają w taki sposób, w jaki mogą. Nasze relacje z nimi nie są czysto biznesowe. To nie jest sponsoring, gdzie są istotne są słupki, gdzie musi się coś zwrócić. Jest to prawdziwy mecenat, wspólne budowanie miejsca. Ludzie coraz bardziej zauważają, że tego typu inicjatywy mają przyszłość. Poszukują swojego rodzaju przytułków normalności, które nie są naznaczone politycznie: tych pokazujemy, tych nie pokazujemy. Miejsc demokratycznych, które są stworzone po prostu dla sztuki i kultury.


Współprace międzynarodowe, realizacja wspólnych projektów, pomagają nam rozwijać ofertę. Powołaliśmy również do życia grono Przyjaciół OP ENHEIM. Jest to inicjatywa dedykowana osobom, które chciałyby wspierać nas na tyle, na ile mogą. Każdy, kto chce zwiedzać z nami wystawy, może do takiego klubu należeć i przy okazji dołożyć swoją cegiełkę. Wynosi ona 150 złotych. Nie zarabiamy na tym, pieniądze  przeznaczamy na przykład na nagrodę dla artysty czy stworzenie cyklu wykładów. Lubię to działanie. Pozwala ono na poznawanie osób o podobnych zainteresowaniach, w miejscu gdzie można dobrze i swobodnie się czuć.  Ostatnio, w ramach tego programu zrealizowaliśmy wspólny wyjazd do Berlina na Gallery Weekend oraz kolację z Andą Rottenberg, która towarzyszyła promocji jej najnowszego wydawnictwa. Takie wydarzenia jednoczą ludzi. I o to właśnie chodzi.

SF:  To, o czym mówisz, jest to praca na bardzo wielu poziomach, która umożliwia zarówno odbiorcom, jak i darczyńcom, zaangażowanie na różnych progach wejścia. Wasza strategia fundraisingowa jest bardzo mocno zdywersyfikowana i oparta na wieloletnich współpracach. Pielęgnowanie tak szeroko rozbudowanych dotacji wymaga bardzo dużej ilości pracy. Jak duży jest Wasz zespół i kto odpowiada za działania fundraisingowe?

KW: W dużej mierze sama zajmuję się pozyskiwaniem środków. Jeśli chodzi o granty, wspiera mnie w tym prezes fundacji, Volkmar Umlauft. W kontekście kontaktów biznesowych, zajmujemy się tym ja i Pani Viola Wojnowski, fundatorka miejsca. Tutaj potrzebny jest czas na budowanie dłuższych relacji. Mamy tak naprawdę bardzo mały zespół. Ale co ważne, jesteśmy grupą osób, które naprawdę chcą czegoś dokonać. To nas motywuje. Oczywiście, najwygodniej byłoby się skupić na działaniach merytorycznych i zrealizować cały program z prywatnych środków, ale zdajemy sobie sprawę, że jest to niemożliwe. 
Trzon zespołu to tak naprawdę cztery osoby. Pozostałe osoby zatrudniamy przy realizacji poszczególnych działań: projektu, wystawy, cyklu wydarzeń. Są to w większości osoby, z którymi pracujemy już dłuższy czas. Jest to więc bardzo dynamiczna struktura, czyli bardziej jak w organizacji pozarządowej, niż w typowej instytucji. Szeroko wpuszczamy też do naszego świata stażystów i praktykantów, korzystamy min. z program Pracuj w kulturze, szukamy osób które są już ukierunkowane. Po miesiącu zaznajamiania się, te osoby potrafią już robić bardzo dużo. Rozwijamy nasze miejsce z zachowaniem wysokich standardów.

SF: Jak bardzo decyzje i cele finansowe przekładają się w Waszym przypadku na decyzje programowe? Czy mogłabyś wpuścić nas za kulisy tych decyzji? W jaki sposób wyznaczacie strategiczne kierunki?

KW: Spółka to tak naprawdę my. W przypadku spółki europejskiej, decyzje stricte finansowe podejmuje fundatorka na podstawie przygotowanych przez nas budżetów i planów programowych. Nigdy nie jest tak, że program OP ENHEIM jest uzależniony od pieniędzy. Najpierw zakładamy, co chcemy zrobić i następnie szukamy na to środków. Wyznajemy zasadę, że nie ma rzeczy niemożliwych. Narzucanie sobie z góry ograniczeń powoduje, że nie robimy tego, co można by było zrobić. To jest frustrujące. Zakładamy, że możemy robić różnorodne rzeczy, chcemy wychodzić poza Wrocław, dla inspiracji, dla poszerzania umiejętności, wiedzy, dostarczenia powietrza. A do tego potrzeba otwartej głowy i odwagi. W ten sposób udaje nam się z sukcesem realizować te wszystkie wystawy, choć zawsze jest ryzyko, że w pewnym momencie coś pójdzie nie po naszej myśli – albo zwiększy się koszt wystawy albo postanowimy zrobić dodatkowe działania. Wtedy – wszystkie ręce na pokład i nagle znajduje się ktoś, kto pomoże. Jak w przypadku druku katalogu czy wsparcia podczas tworzenia scenografii. Jest to kwestia szukania takich partnerów, ale też budowania z nimi relacji, żeby nie byli z nami zaledwie incydentalnie, ale by ta relacja znaczyła coś więcej. Pozwolenia na odkrywanie piękna bycia z nami. 

To nie jest tak, że możemy wydawać sobie dowolnie pieniądze, jest to skomplikowany proces. Mam czasami, w chwilach słabości wrażenie, że łatwiej jest mimo wszystko w instytucjach publicznych, które otrzymują stałe finansowanie od miasta czy państwa.. Czasami tak sobie pomyślę. Natomiast w rzeczywistości to, co mogę tutaj robić jest daje być może więcej możliwości, wyzwań, czy organizacji nie ograniczonych politycznymi aspektami projektów, mogę sobie na więcej pozwolić. Jest to budowanie nowej ścieżki. 

SF: Z przyjemnością czyta się Wasze roczne raporty. Tak szeroko zakrojona działalność jest możliwa dzięki budowaniu bardzo szerokiej sieci współpracy, z partnerami, darczyńcami. Jestem ciekawa, jak bardzo to grono wspierających was osób chce uczestniczyć w życiu  instytucji? W jaki sposób pielęgnujecie te relacje?

KW: Nasi darczyńcy nie wymagają od nas raportów. Nikt nie chce od nas sprawozdań, słupków, nie rozlicza nas ze stopy zwrotu. Przygotowujemy w ten sposób raporty z własnej inicjatywy. Bardzo je lubię ponieważ pozwalają uświadomić sobie, jak wiele się wydarzyło. One to doskonale porządkują i sprawiają, że możemy być z siebie dumni. Są też rzeczywiście bardzo pomocne przy poszukiwaniu kolejnych partnerów. Taki dokument potwierdza, że nasza instytucja prowadzi aktywne działania. 

Zazwyczaj osoby, które nas wspierają, przychodzą na wydarzenia, które organizujemy. Są też dedykowane im wydarzenia. Oczywiście dostają od nas regularnie materiały oraz informację o tym, co się u nas dzieje. Zamieszczamy na materiałach logotypy, ale nie jest to dla naszych partnerów najważniejsze. Udaje się to dzięki temu, że staramy się tu stworzyć domową atmosferę, a nie atmosferę instytucji, gdzie trzeba czuć się onieśmielonym. Staramy się, aby w OP ENHEIM było po prostu miło, bez nadęcia, na które mogłaby wskazywać fasada naszej kamienicy (śmiech). Ludzie przychodzą tutaj, ponieważ warto tu być. Mogą zdjąć maskę, być sobą, porozmawiać z każdym o wszystkim. Podstawą tego jest bliskość. OP ENHEIM nie jest tworzony, aby świecić w glorii i chwale, jest robiony dla publiczności. W takim miejscu musi być szczerość. I ta szczerość się opłaca.

SF: To może być piękna puenta (śmiech). O czym jeszcze powinniśmy wspomnieć?

KW: Może jeszcze o tym, że tym, co wyróżnia nas spośród wrocławskich instytucji, to że nie nastawiamy się tylko na środowisko artystyczne, nasza publiczność jest bardzo różna. Trochę dlatego, że oprócz sztuk wizualnych, zajmujemy się też dziedzictwem kulturowym, zabytkiem. Że kamienica ma swoją własną historię, która jest dla nas ważna i wyznacza niejako kierunek działań programowych. Trochę dlatego, że sięgamy do działań slowlife’owych, muzycznych – to środowisko się bardzo miesza. Ja pochodzę ze środowiska ngo-sowego, kulturalnego, Viola jest z biznesu, Volkmar jest filmowcem. I na tej samej zasadzie przyciągamy ludzi z różnych środowisk. Taki tygiel. Otwieramy się na innych. Środowisko artystyczne nie jest naszym głównym odbiorcą. Misja edukowania czy przybliżania sztuki i kultury może być wtedy szersza. Wychodzimy  poza zamknięty krąg, który mógłby onieśmielać nowe osoby. 


Myślę też, że w Polsce istnieje jeszcze pewien strach przed prywatnymi inicjatywami. Wszystko do tej pory było podzielone na instytucje publiczne lub ngosy. Tymczasem takie inicjatywy jak nasza będą wchodziły coraz bardziej na nasz rynek, jest to nie do uniknięcia. W końcu mecenas państwowy, czy też po prostu państwo czy miasto, będą musiały zmienić swój stosunek do ludzi, którzy otwierają dla sztuki swoje prywatne przestrzenie. W samym Wrocławiu powstaje szereg inicjatyw, które powołane są przez prywatnych inwestorów, ludzi, którzy coś tej kulturze chcieliby dać od siebie. Są to m.in. galerie czy centra sztuki. Dobrym przykładem jest Berlin, gdzie miasto aktywnie wspiera prywatnych inwestorów. Dzięki temu dochodzi do tworzenia poważanych na skalę europejską przestrzeni dedykowanych sztuce. A mam wrażenie, że u nas kapitał prywatny wciąż jest traktowany jako problem.

SF: Czasem tak jest, że zmiany w systemie muszą dopiero nadążyć za zmianą, która faktycznie już się dokonała. Być może potrzebna jest do tego nawet zmiana pokoleniowa?

KW: Ostatnio rozmawiałam z osobą, która ma dużą, prywatną kolekcję sztuki. W Berlinie normalne jest na przykład, że miasto pomaga stworzyć muzeum lub inną przestrzeń, w której ta kolekcja mogłaby być pokazywana. U nas takie rzeczy nie są jeszcze możliwe. Ale budujące jest to, że powstaje coraz więcej takich inicjatyw, a dotychczasowi przedsiębiorcy, inwestorzy i sponsorzy, stopniowo stają się mecenasami sztuki, którzy naprawdę bezinteresownie myślą o wspieraniu  naszego kulturalnego sektora.

JEŚLI ZAINTERESOWAŁ CIĘ TEN TEMAT, KONIECZNIE ZAJRZYJ TUTAJ:

OP ENHEIM strona www

FB OP ENHEIM

OP_Friends – grono przyjaciół OP ENHEIM

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *