Po pierwsze społeczność. Patronite, czyli crowdfunding oparty na subskrypcji.
Patronite to narzędzie, które pomimo że bardzo je cenię, najczęściej… odradzam, kiedy ktoś prosi mnie o opinię. Jest on bowiem błędnie traktowany jak kolejny portal crowdfundingowy. A że jest przy tym postrzegany jako bardziej prestiżowy, w pułapkę tę łatwo wpadają osoby działające w obszarze kultury. Tymczasem Patronite to przede wszystkim przestrzeń świadomej pracy ze swoją społecznością, wymagająca przemyślanej narracji i długofalowej strategii. Umiejętnie wykorzystany, może przynieść twórcom kultury znacznie więcej, niż regularne korzyści finansowe, wspierając procesy budowania publiczności. Między innymi o tym miałam okazję porozmawiać z Michałem Leksińskim, jedną z osób zaangażowanych w tworzenie portalu.
Sztuka fundraisingu: Patronite zyskuje na popularności. Jaka jest obecnie wartość miesięcznych przychodów autorów?
Michał Leksiński: Nie do końca można zmierzyć, jaka jest ogółem wartość rynku crowdfundingu. W przypadku Patronite ważne jest, aby już na samym początku rozróżnić, że portal w swoim DNA jest nakierowany na budowanie relacji, a nie finansowanie projektów. Głęboko wierzymy w to, że długotrwałe i wartościowe relacje, również w obszarze kultury, są w stanie wypracować model finansowania.
Kiedy jesteśmy proszeni o podanie największych zbiórek, czy też najwyższych kwot miesięcznych wpłat, odpowiadamy najczęściej, że w naszym wypadku nie ma to zupełnie sensu. Nie ma sensu mierzenie nas z portalami, które realizują projekty zbiórkowe. Tam tylko duże kwoty robią wrażenie. Oczywiście, w wartości nominalnej można porównywać te poszczególne kwoty. Ale u nas jest tak, że dla niektórych nawet 700 zł miesięcznie zmienia im życie. Jest to rynek indywidualnych relacji, dlatego w naszym odczuciu jest trudny do wycenienia. Autorzy zbierają od kilkuset złotych, do kilkuset tysięcy miesięcznie.
My stawiamy sobie raczej pytanie, w których miejscach ten rynek może się jeszcze rozwinąć, które obszary mogą wygenerować takie sytuacje, że instytucje czy osoby zaczną wykorzystywać tego typu narzędzia fundraisingowe. Jednym z pierwszych, którzy weszli na platformę był Krzysztof Gonciarz, który skierował tory Patronite w stronę Youtuba. Portal zyskał wtedy na popularności, ale pojawiło się ryzyko pewnej szufladki, jako mechanizmu monetyzacji sukcesu Youtubowego – jesteś na Youtube, zakładasz Patronite, masz z tego pieniądze. Na szczęście, systematycznie pojawiali się nowi twórcy z bardzo różnych dziedzin: rękodzieło, malarstwo, sport.
Jedną z ciekawszych sytuacji było, kiedy w tym samym czasie pojawili się Adam Szostak – ksiądz dominikanin, z celem tworzenia “katolickiego Netflixa” oraz bracia Siekielscy – dokumentaliści, z celem zbierania na film obnażający aferę pedofilii w kościele. I nagle się okazało, że te dwa konta stanowią “top 2” w danym momencie na portalu. Pokazuje to, że miejsce jest dla każdego.
SF: OK, przy czym oba przytoczone przykłady dotyczą działalności prowadzonej w internecie. Czy twórcy nie internetowi mają znacznie mniejsze szanse na portalu?
ML: W przypadku osób, które działają w internecie, ich twórczość jest automatycznie ich reklamą, działa to trochę jak sprzężenie zwrotne. Ale całkiem sporo jest u nas na przykład rękodzielników. Jest im o tyle trudniej, że muszą wymyślić metodę jak się pokazać w sieci. Ich produkt finalny nie jest cyfrowy, a z mediów społecznościowych korzystają jedynie jako z kanału komunikacji. Okazuje się, że nie ma to znaczenia, ponieważ tym co ma znaczenie jest społeczność. Kiedy przed spotkaniem wymieniliśmy się mailami, jedno z pytań dotyczyło młodych, początkujących twórców – czy oni mają szansę na Patronite. Odpowiedź brzmi – niestety będzie im ciężko. Jakaś społeczność musi już istnieć.
A wracając do rękodzieła, przykładem może być Trollsky, który wykuwa artystyczne noże. Pracował w korporacji, ale ostatecznie zrezygnował z typowej pracy, na rzecz wykuwania noży. Patronite w pewnym stopniu mu tą ścieżkę ułatwił. Zainteresowały się nim firmy i zaczęło to owocować na tyle, że zbudował sobie dzięki temu karierę. Nawet teraz, zerkając na portal, widzę choćby Centrum Wikingów na Wyspie Wolin – 4 tys. złotych miesięcznie. Dla takiej organizacji są to na pewno sensowne pieniądze. Jak widać. przedsięwzięcia offline też mogą u nas dobrze funkcjonować, choć rzeczywiście twórcy internetowi, bardziej lotni w cyfrowym środowisku, w naturalny sposób będą mieli przewagę.
SF: Być może chodzi też o specyficzną umiejętność budowania społeczności w sieci? Z tego co mówisz, to właśnie społeczność jest tym kapitałem, który musi wnieść autor czy autorka na początku.
ML: Przypominamy zawsze o trzech kluczowych filarach: są to społeczność, promocja i treść. Treść w rozumieniu konstrukcji samego profilu. To naprawdę musi być ładnie, mądrze napisane. Żeby ludzie wiedzieli po co się zbiera i jakie jest prawdopodobieństwo, że twórca zrobi to, co obiecuje. Promocja, czyli to ciągle musi żyć. No i społeczność. Nawet minimalna, dobrze prowadzona społeczność potrafi przynieść sensowny zysk. Swojego czasu było dużo Youtuberów z ogromnymi zasięgami, którzy wchodzili na portal i nie zbierali absolutnie nic. Nagle okazywało się, że ich grupa docelowa nie ma własnego portfela. Jest więc równie istotne, co to jest za społeczność.
Dobrym instytucjonalnym przykładem są rozgłośnie radiowe. Skorzystano z momentu, kiedy nastroje społeczne wokół Trójki były napięte i skanalizowano tę energię w postaci Radia Nowy Świat. Dzisiaj to radio zbiera około 600 tys. złotych miesięcznie, a łącznie zebrało już 12 mln. złotych. Wkrótce po nim powstało radio 357, które ma już w tej chwili 7 mln. złotych na swoim koncie. Powstało później, ale zbiera więcej – niemal 700 tys. miesięcznie. Można się zastanawiać, jak to możliwe, że dla obu jest miejsce, skoro są to ludzie z tego samego środowiska, dawni dziennikarze Trójki, zbierający na podobną rzecz. Ale! Ktoś, kto rozumie społeczność zauważy, że oba radia są pokłosiem określonej ramówki. Większość wpłacających osób porusza się po ścieżce, którą szedł dany ulubiony redaktor, czyli idzie za osobą. Ich sentyment łączył się z redaktorem, z ulubioną listą przebojów, z wybranym programem. Jeśli w Radiu Nowy Świat została stworzona określona ramówka, prezentowana przez określonych ludzi, to ona skupia określoną społeczność.
SF: Czyli jednak decyduje marka osobista?
ML: Tak, między innymi. Marka osobista na pewno miała tu znaczenie i jest też odpowiedzią na pytanie, dlaczego dwie rozgłośnie weszły na tak gigantyczny poziom finansowania w tym samym czasie i jak to możliwe, że po sukcesie pierwszej, druga była w stanie nawet przekroczyć ten wynik. W animowaniu społeczności niezwykle ważne jest, żeby tę społeczność rozumieć.
Tu znowu podam przykład Krzysztofa Gonciarza, który z dużym powodzeniem wszedł na platformę, a potem miał moment sporego załamania. Stworzył drogie koszulki, które zostały źle odebrane. Można powiedzieć, że zadziałało to tak: “Zbierasz na Patronite, wspieramy Cię, bo tworzysz wartościowe rzeczy, a nagle oferujesz koszulki ewidentnie za drogie jak na ten produkt. Widać, że chcesz zmonetyzować swój sukces, a nam to trochę nie gra.” Wpłaty wyraźnie spadły. Co się stało? Społeczność zareagowała.
Często jesteśmy pytani, co robimy jeśli twórca przestanie się wywiązywać z tego, co obiecał w postawionych celach. My nie mamy tutaj wielu możliwości, ale reaguje społeczność – wycofując pieniądze. Dla wielu twórców jest to stałe, często główne źródło dochodów. Realnie więc nie stać ich na to, żeby nie wywiązywać się z tego, co obiecali.
SF: Czy każdy twórca ma możliwość popracowania z Wami? Skorzystania z doradztwa? To, co proponują autorzy często wydaje się karkołomne, czy można tego uniknąć?
ML: Jest bardzo różnie. Czasem zgłaszają się do na twórcy, którzy chcą żebyśmy spojrzeli na ich profil i mamy też poczucie, że to nas trochę odróżnia od innych portali. U nas, jeśli jesteśmy o to poproszeni, po tej drugiej stronie żywy organizm siada, analizuje i pomaga przy napisaniu danego profilu. Nie jest oczywiście możliwe, żebyśmy stworzyli komuś taki profil, ale chętnie dzielimy się sugestiami. Ale jest też dużo osób, które zakładają sobie konta samodzielnie. Czasem ktoś po prostu nie myśli o tym, że mógłby wysłać do nas maila i zapytać. Poziom tego jest bardzo różny, od rzeczy które są ultra przemyślane, nad którymi wiemy że pracowano nawet pół roku, po takie stworzone przez jedną noc. I to niestety widać.
SF: Z tego wniosek, że warto zainwestować u Was trochę więcej czasu. A wracając jeszcze do kwestii marki, co mnie zaskoczyło przy przeglądaniu portalu, to często dobre nazwiska, które wylądowały na “zerze”.
ML: Zastanawialiśmy się nad tym, jak działalibyśmy w świecie celebrytów i stwierdziliśmy, że raczej tam nie dotrzemy. Nie ze względu na brak zasięgów czy możliwości, ale dlatego, że jest to rodzaj papierka lakmusowego. Jedną rzeczą jest, że oddajemy twórcom swoją uwagę i to, co dzisiaj najcenniejsze, czyli swój czas. Dla Youtubera jest to jakiś miernik, że ktoś ogląda cały jego film, który trwa 40 minut. Ale z drugiej strony, konsumując rozrywkę o tym aspekcie często nie pamiętamy, za to już o pieniądzach myślimy bardziej refleksyjnie. Są one materialnym wyznacznikiem wartości, w związku z tym dać komuś świadomie pieniądze na jego twórczość, a jeszcze robić to regularnie, jest już wyznacznikiem faktycznego zaangażowania. I tu pojawia się kwestia, czy jako znana persona, mająca rozpoznawalną markę, chcę wejść na Patronite. Ponieważ może się okazać, że przy moim nazwisku pojawi się 15 zł. Wizerunkowo będzie to słabe. Wracając do pytania, jeśli osoba z tak zwanym nazwiskiem pomija któryś z kluczowych filarów, czyli ma słabą treści na profilu, albo zapomina o promocji – wtedy faktycznie, pomimo rozpoznawalnego nazwiska lub nazwy, takie konta nie zbierają. Wbrew pozorom nie jest to łatwa sprawa, trzeba się trochę napracować.
SF: Myślę o fundraisingu również jako o narzędziu rozwijania publiczności. Jest to przecież budowanie zaangażowania. Zastanawiam się, czy w przypadku Patronite to może tak działać? Czyli z jednej strony trzeba mieć tę społeczność, żeby zarabiać, ale czy można tak pracować portalem, żeby wspierał on budowanie sobie coraz większej publiczności?
ML: Jak najbardziej! Wyobrażam to sobie z poziomu mecenasa, który wspiera danego twórcę: bardzo wielu twórców pracuje ze swoją społecznością, tworząc zamknięte grupy na Facebooku. I nagle się okazuje, że jako patronka lub parton, mam dostęp do tej osoby. Mogę z nią porozmawiać, często nawet towarzyszyć w procesie twórczym. Zaczynam się w to angażować na nowym poziomie. Znam przykłady historii, gdzie te relacje z czasem wybiegają znacznie poza wsparcie finansowe. Znam na przykład patronów, którzy z czasem angażowali się we wspieranie artysty w animowaniu jego społeczności. Te historie często wychodzą poza świat cyfrowy. Fundamentem tego, co my robimy, jest skracanie relacji pomiędzy twórcami a mecenasami, więc absolutnie zgadzam się z tezą, że to narzędzie może działać w taki sposób, że katalizuje społeczność.
SF: Ok, ale znowu rozmawiamy o relacjach pomiędzy osobami. Zastanawiam się w takim razie, czy to w ogóle ma sens dla instytucji. Czy muzeum, lub galeria sztuki, mają u Was szanse?
ML: Mają u nas konta różne organizacje, więc to nie jest tak, że nie ma takich podmiotów. Trzeba jednak brać tu pod uwagę uwarunkowania prawne. Na przykład niektóre instytucje, dotowane z budżetów samorządowych, mają trudności w ujmowaniu w budżecie rocznym ewentualnych przychodów z portalu.
SF: Portal stwarza nowe możliwości dla osób indywidualnych, które nie mogą korzystać z narzędzi wymagających osobowości prawnej. Czyli na przykład dla artystek i artystów, którzy chcą funkcjonować poza obiegiem instytucjonalnym. Wyobrażam sobie, że może to być swojego rodzaju społeczne stypendium – stały dochód, który pozwala nie brać dodatkowych zleceń i skupić się nad autorską pracą. Czy to funkcjonuje w ten sposób?
ML: Sama idea mecenatu na tym właśnie polegała – mecenas dotował artystów po to, żeby mogli zajmować się sztuką. I bardzo często tak to u nas działa. Przykładów zostawienia regularnej pracy na rzecz własnej twórczości jest już sporo. Można więc traktować Patronite realnie jako próbę przejścia z tego świata, w którym mam pasję, a poza tym muszę gdzieś tam jeszcze zarabiać, do momentu w którym ta pasja może być monetyzowana na poziomie, który pozwala żyć ze swojej twórczości i jeszcze ją rozwijać. Taki był nasz cel. Stworzyć miejsce, w którym ludzie posiadający fantastyczną pasję będą mogli pokazać się światu i zawalczyć o to, żeby ta pasja stała się ich głównym dochodem.
SF: Gdybyśmy mieli podsumować i dać jakiś tip na koniec, to prawdopodobnie powinien on brzmieć: jeśli decydujesz się na Patronite, warto potraktować to poważnie.
ML: Zgadza się, zasada jest prosta. W momencie w którym dobrze się przygotujesz, znacząco podnosisz swoje szanse. Jest to jedna z najważniejszych rzeczy, które powinny tu wybrzmieć.
JEŚLI INTERESUJE CIĘ, JAK DZIAŁA PATRONITE I CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ, WARTO ZAJRZEĆ TUTAJ:
Odpowiedzi na kwestie prawne, formalne oraz wskazówki dla autorów i patronów znajdziesz na portalu w zakładce FAQ.
Przydatne tipy i inspirujące historie autorów i autorek, którym się udało, znajdziesz na kanale Patronite na portalu Youtube.