Spółdzielczość socjalna w obszarze kultury: Zakwas Studio.
Spółdzielnia Socjalna Zakwas i Zakwas Studio, to przedsięwzięcia za którymi stoją Dominika Kulczyńska i Mateusz Peringer. Ich pracownia mieści się we Wrocławiu, przy ulicy Szczytnickiej. Możecie tam obejrzeć i kupić unikalną, autorską ceramikę, wziąć udział w warsztatach, a nawet skorzystać z dobrze wyposażonej przestrzeni na własne potrzeby. Duża umiejętność przekuwania własnych doświadczeń w dobrze działające koncepty, uważność na kulturę współpracy i świadome kierowanie rozwojem swojej marki to główne powody, dla których zależało mi, aby zaprezentować Zakwas w ramach tego cyklu. Jak to się stało, że osoby kończące ASP postanowiły założyć wspólnie spółdzielnię socjalną i jak to działa? Zapytałam o to Mateusza Peringera.
Sztuka Fundraisingu: Działacie na wielu poziomach – pracownia ceramiczna, regularna oferta warsztatowa, ale też tajemniczo brzmiący ceramiczny coworking. Kiedy pojawił się taki pomysł, żeby założyć spółdzielnię socjalną i co zadecydowało o właśnie takiej formie działalności?
Mateusz Peringer: Wywodzimy się z miasta, które słynie ze spółdzielni socjalnych – mam na myśli spółdzielnię Panato. Ja sam mieszkałem nawet koło Panato, Domi znała się z tymi ludźmi i można powiedzieć, że trochę się przy nich wychowywaliśmy. Mile wspominam, kiedy w Panato płaciło się za czas tam spędzony i było to dla mnie przełomowe doświadczenie, móc tam być.
Bardzo podobał nam się system pracy i relacji, jakie proponuje spółdzielnia, czyli system horyzontalny. W spółdzielni każdy dokłada swoją cegiełkę we właściwy sobie sposób. Jest to forma, która daje konkretne narzędzia, a jednocześnie pozwala na budowanie sieci. Ważne jest przy tym dobre funkcjonowanie działalności gospodarczej, którą prowadzi spółdzielnia. Jest to warunek przetrwania projektu.
SF: Jakie doświadczenia wpłynęły na to, że postanowiliście pracować na własny rachunek?
MP: Moje doświadczenia to min. Food Think Tank, gdzie pracowałem na studiach. Sposób, w jaki osoby z kolektywu współpracowały z zaproszonymi twórcami sprawiał, że było to dla wszystkich wzbogacające i rozwijające. Dominika również działała w ramach FTT. Pracowała też w Stowarzyszeniu Nomada, co na pewno kształtowało jej poglądy. W miarę zbliżającego się końca studiów zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak moglibyśmy pracować razem. Idea była od początku przejrzysta: chcieliśmy stworzyć pracownię projektową z mocno postawionym akcentem społecznym. Mieliśmy kilka wytycznych na poziomie idei i szukaliśmy formatu, który spełni te wymagania, a jednocześnie da nam środki na start. Nie mieliśmy własnych środków, które moglibyśmy zainwestować. Od początku szukaliśmy donora, który pomógłby nam choćby w zakupie sprzętu.
SF: Czy trudno było go znaleźć?
MP: Podzieliliśmy się poszukiwaniami i w końcu ktoś skierował Dominikę do Regionalnego Centrum Wsparcia Organizacji Pozarządowych, gdzie zwróciliśmy się o pomoc w postaci dofinansowania, ale przede wszystkim nauczenia nas jak to wszystko działa. Poszliśmy na spotkanie i okazało się, że spółdzielnie socjalne są objęte programem wsparcia. I wtedy wszystkie te klocki nam się poukładały.
Cała procedura trwała około pół roku. Równolegle szukaliśmy przestrzeni do pracy. W grudniu 2018 roku udało nam się zarejestrować, a działalność rozpoczęliśmy w lutym 2019. Wynajęliśmy lokal, kupiliśmy sprzęt. I tak wystartowaliśmy, jako spółdzielnia socjalna, ale też od razu Studio Zakwas, czyli pracownia ceramiczna.
SF: W tym pierwszym momencie, co było najtrudniejsze ? Gdzie były największe ryzyka?
MP: Na początku wszystkiego trochę się baliśmy. Sam fakt, że musieliśmy podpisać weksel gwarantując zwrot dotacji, gdyby nie była prawidłowo wydatkowana – to były dziesiątki tysięcy złotych, którymi musieliśmy nauczyć się dysponować w określony sposób. Następnie to, żeby utrzymać działalność, w tym własne zatrudnienie, już po okresie wsparcia. Powodowało to strach, ale on bardziej nas mobilizował, niż stopował. Było to o tyle proste, że wtedy odpowiadaliśmy jeszcze tylko za siebie, nie zatrudnialiśmy pracowników. Mogę tak powiedzieć oczywiście dopiero teraz, że to było proste, wtedy to nie było takie oczywiste.
Nie lada wysiłkiem było znalezienie lokalu, odpowiedniego do naszych potrzeb. Finalnie zadecydował łut szczęścia – miejsce, w którym się znaleźliśmy, czyli Fandom, zaoferował nam warunki, które mogliśmy udźwignąć na tym etapie. Piękna przestrzeń w dobrej lokalizacji – to był duży handicap. Takie sytuacje nas napędzały. Czuliśmy, że ktoś nam uwierzył – więc jak sami mielibyśmy nie wierzyć, że warto? A w międzyczasie, pojawiały się pierwsze zlecenia.
SF: Jak dużo w codziennym funkcjonowaniu wymaga to od Was kompromisów, jako od osób zarządzających spółdzielnią i jednocześnie prowadzących działalność twórczą?
MP: Lubię przywoływać anegdotę na temat rozmowy z mentorem biznesu, z którym współpracowaliśmy w ramach Akademii Biznes Class, programu który inicjował wymianę doświadczeń pomiędzy podmiotami ekonomii społecznej a praktykami biznesu. Podczas jednego ze spotkań mentor zapytał nas, kim chcemy być w ramach naszego przedsięwzięcia. Wymieniliśmy różne funkcje, a on odpowiedział nam na to “zgadza się, będziecie teraz wszystkim tym na raz”. I tak faktycznie było, zwłaszcza na początku. Byliśmy już wszędzie, od osoby sprzątającej, przez twórcę, rzemieślnika, projektanta, menadżera, osobę zarządzająca finansami, marketingiem, PRem… i tak dalej… Przekrój tej odpowiedzialności wciąż jest dość duży. Ale teraz jesteśmy już na szczęście w miejscu, w którym część zadań możemy oddelegowywać, powiększając zespół i przekazać nasze kompetencje.
SF: Czy były wobec tego takie momenty, w których miałeś poczucie że brakuje miejsca dla Ciebie jako twórcy, artysty?
MP: Ja bardziej czuję się rzemieślnikiem, projektantem, niż artystą. Jest taki termin w języku angielskim, ”entrepreneur”, czyli w wolnym tłumaczeniu przedsiębiorca – ale tak naprawdę mieści on w sobie pracę kreatywną i działania z ludźmi. Wątki artystyczne przeważają u Domi i gdyby była u nas funkcja dyrektorki artystycznej, to z pewnością byłaby to ona. Ale wracając do pytania, rzeczywiście jest to czasami frustrujące, że rola kreatywna bywa siłą rzeczy uśpiona. Te kompromisy są najtrudniejsze, kiedy ze względu na brak czasu lub finansów musimy iść na ustępstwa, które nie do końca mój “wewnętrzny rzemieślnik” akceptuje.
SF: Pytam również dlatego, że Wasza działalność to nie tylko działalność twórcza. Macie bogatą ofertę edukacyjną. Waszym klientem są nie tylko osoby indywidualne, ale celujecie także ofertę do pracowników korporacji?
MP: Wiodącym wątkiem w naszej ofercie są warsztaty dla osób indywidualnych, czyli 5-7 osobowe grupy warsztatowe, do których można samodzielnie się zgłosić poprzez regularny nabór. Realizujemy to już od dwóch lat i mam poczucie, że nabraliśmy w tym czasie doświadczenia i wychodzi nam to dobrze. To jest też pierwszy w pełni przekazany komuś pod opiekę wątek – czyli osobie, którą zatrudniliśmy. My z Domi jesteśmy już tylko wykonawcami warsztatów, a koordynacją tych działań zajmuje się Nastia. Mamy również ofertę dla grup zorganizowanych i ona też cieszy się popularnością. Ale chyba mimo wszystko, jeszcze nie jest tak bardzo wypromowana. Oferta edukacyjna ma regularny, całoroczny charakter, choć poszczególne miesiące różnią się od siebie. Tutaj ta ciągłość jest kluczowa ze względu na zatrudnienie osób.
SF: Czy to właśnie w ramach działalności edukacyjnej realizujecie swoje zajawki społeczne?
MP: Może trochę tak, ale głównie realizujemy je przy współpracy z instytucjami, samorządami, innymi organizacjami, które zapraszają nas do realizacji warsztatów przy swoich działaniach, na przykład na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Często są to po prostu zewnętrzne środki, które pozwalają na stworzenie bezpłatnej oferty dla tych grup, które z różnych względów są wykluczone. Jest to dla nas bardzo ważny obszar i docelowo chcemy, aby również miał on u nas swoja osobę, która będzie się tylko tym zajmowała.
SF: I wreszcie ceramiczny coworking – to jest ciekawy koncept!
MP: Jest to coworking zarówno ceramiczny, jak i biurowy. Na ten moment oba są w pełni obłożone. Cieszą się dość ciekawą renomą, min. dzięki temu, że staramy się aby były to osoby z kręgu kreatywnego. Przy czym nie tyle jest to narzucony klucz, co naturalny proces. Teraz na przykład w części biurowej po raz pierwszy będziemy mieć socjolożkę, ale również działającą w sektorze kreatywnym. Są graficy, no i oczywiście ceramicy. Są to głównie osoby, które traktują ceramikę jako swoją pasję. Od osób, które są już o krok do własnej działalności, po osoby które lubią spędzać w ten sposób czas, a wreszcie takie, które dopiero się uczą. Działa to na zasadzie abonamentu, w ramach którego można liczyć na miejsce do pracy, miejsce na półkach oraz udział w wypałach – co dla ceramików jest niezwykle istotnym aspektem. Mogą dzięki temu na jasnych, transparentnych zasadach korzystać z całego naszego zaplecza i realizować się twórczo.
SF: Można powiedzieć, że znając potrzeby osób które są na początku, mogliście na nie odpowiedzieć.
MP: W ramach zleceń, które realizowałem jeszcze w czasie studiów, często poszukiwałem przestrzeni, które mogłyby posłużyć jako miejsce do pracy dla ceramika i było ich niewiele. W dodatku były tak sprofilowane, że jednak nie zachęcały. Więc rzeczywiście, jest to wątek który podjęliśmy ze względu na znajomość realiów.
SF: Wasz coworking ma wprawdzie jeszcze krótką perspektywę, zaledwie tegoroczną, ale czy można już powiedzieć, że będą z niego wynikały nowe współprace?
MP: Rzeczywiście tak jest, cały koncept od początku jest oparty na wzajemnej pomocy, współpracy i wymianie doświadczeń. Pierwsza osoba, która dołączyła do coworkingu, zamiast opłat wniosła na poczet pracowni dodatkowy piec i koło. Jest to przykład naszej elastyczności. W praktyce mocno się to opłaciło, możliwość korzystania z tego sprzętu bez konieczności własnych inwestycji była dla nas bardzo cenna. Jesteśmy też na etapie angażowania jednej z naszych coworkerek do współpracy przy realizacji warsztatów edukacyjnych. W dużej mierze samo się to nakręca: osoby, które przychodzą do nas z mniejszym doświadczeniem, nabywają tu szlifu i dla wielu z nich w naturalny sposób kolejnym krokiem jest angażowanie się w nasze działania. Jest to więc duża dodatkowa wartość na wielu poziomach.
SF: Bardzo ciekawe będzie sprawdzenie za kilka lat, jak rozwinęły się te relacje.
MP: Już jest ciekawe. Na przykład dwie dziewczyny korzystające z coworkingu ceramicznego zaprzyjaźniły się na tyle, że mają w planach otworzenie własnej pracowni. Kibicujemy im i nie upatrujemy w nich konkurencji, wręcz przeciwnie. Rynek jest jeszcze chłonny, a mam też takie poczucie, że tego przesycenia rynku najbardziej mogą obawiać się osoby, które proponują niską jakość lub działają w sposób nieuczciwy i czują, że jakikolwiek przyrost konkurencji na wyspecjalizowanym rynku może stanowić dla nich zagrożenie.
SF: Przyjrzyjmy się jeszcze tej najbardziej komercyjnej części, czyli realizacjom w ramach pracowni ceramicznej. Czy macie jakieś wypracowane strategie sprzedażowe? Jak trafiają do Was klienci?
MP: Układając to chronologicznie, pierwsi klienci były to kontynuacje naszych wcześniejszych, indywidualnych zleceń lub znajomości – na przykład Cafe Targową czy Figa Coffee, z którym współpracujemy do dziś. W Fidze jesteśmy już długo i wydawało nam się, że będziemy tam tylko produktem na półce, ale przyciągamy uwagę na tyle, że owocuje to kolejnymi współpracami. W większości przypadków tak to u nas działa. Trochę jak kula śniegowa, kilka kul które rzuciliśmy w różne miejsca. Będąc w danym miejscu, staramy się aby dobrze się tam zaprezentować, dbamy też o publikację tego w internecie. I aby to wszystko było spójne. Oczywiście są to też targi, czasem jeździmy na przykład do Warszawy, ale też aktywnie działamy na lokalnym rynku.
SF: Czy w tym obszarze chodzicie na jakieś kompromisy? Czy jest to raczej marka dla świadomego klienta, której charakter jest wpisany w Wasze współprace?
MP: Teraz już tak i jest to bardzo budujące. Po etapie, w którym trafiały do nas różne zlecenia, naruszające nasze poczucie estetyki czy etyki, teraz właściwie nie ma takich propozycji. Mieliśmy kiedyś min. propozycję wykonania tarcz na strzelnicę. Rozbawiło nas to, ale też po prostu nie wchodzimy w takie interakcje. Są to jednak marginalne sytuacje. Doszliśmy do momentu, kiedy docierają do nas tacy klienci, którzy bardzo dbają o to, co i w jaki sposób robią. Na pewno świadomość tego kim jesteśmy i co robimy jest wspólną cechą naszych klientów. Cieszymy się w ramach tych współpracy dużym zaufaniem i mamy duże pole do proponowania.
SF: Czy byliście przygotowani na takie współprace biznesowe?
MP: Od początku wychodzimy z założenia, że za tymi B2B i tak zawsze stoją ludzie. Ta oprawa B2B sprawia ewentualnie, że zamówienia są większe, bardziej hurtowe, bardziej wyspecjalizowane – ale rzadko kiedy jest to sucha, zimna współpraca biznesu z biznesem. Nasza energia i kultura współpracy rezonują u naszych partnerów, trafiają do konkretnych osób po drugiej stronie. Nasz komfort polega na budowaniu na relacjach. Nie realizowaliśmy do tej pory jakiś dużych, zagranicznych zamówień, gdzie nigdy nie spotkamy się z osobami, które nam je zlecają.
SF: Ale czy przyjęlibyście takie?
MP: Na pewno, choćby z ciekawości. Mieliśmy na przykład zapytanie ze Stanów Zjednoczonych, duże zamówienie na kubki. Nie doszło w końcu do jego realizacji, być może tutaj zabrakło nam jeszcze tego doświadczenia biznesowego? Kto wie. Jeśli zlecenie jest poważne, zawsze bierzemy je pod uwagę. Jeśli pojawia się wyzwanie, można się z czymś zmierzyć, czegoś się nauczyć, spełnia inne nasze kryteria, nie uciekamy od tego. Myślimy też o możliwości rozwoju poprzez współpracę z firmą, która ma dużo większe możliwości produkcyjne, fabryką ceramiki. W tego typu współpracy nie angażowali byśmy się już w proces produkcji bezpośrednio, bylibyśmy projektantami.
SF: Startowaliście przy wsparciu publicznych środków. Czy jesteście w takim miejscu, że zupełnie zrezygnowaliście zupełnie z dofinansowań publicznych? Nie brakuje funduszy na działalność spółdzielni socjalnych, ale wy zdajecie się odchodzić od tego modelu.
MP: Nie mamy zupełnie takiego skilla, dlatego nie inwestujemy w to czasu. Jeśli przychodzi do nas osoba, która chce u nas napisać czy zrealizować taki projekt, jesteśmy otwarci. Ale sami z siebie, nie potrzebujemy tego i chyba czulibyśmy się nie fair. Oczywiście, są to środki publiczne i gdyby pojawił się obszar, w którym będziemy potrzebowali takiego wsparcia, pewnie z niego skorzystamy. Ale myśląc o inwestycjach, zwracamy się głównie do prywatnych inwestorów. I tak choćby od tego miesiąca będziemy realizować projekt w ramach programu Dobre Innowacje, prowadzonego przez Zamek Cieszyn. Czyli realia bardziej startupowe, niż grantowe.
SF: Kiedy myślisz o Was w perspektywie następnych 5 lub 10 lat, to gdzie Was widzisz? Które działania chcielibyście rozwijać?
MP: Rozwojowym obszarem na pewno jest wątek edukacyjny, jest on u nas na wysokim poziomie i jego rozwój będzie dla nas zawsze cenny. Na pewno też będziemy jeszcze rozwijać formułę coworkingową. Jest wiele miejsc, w którym zdarzało nam się bywać w Londynie czy Berlinie, dużych i swobodnych przestrzeni, które są dla nas inspiracją. Marzy nam się powrót do planów uruchomienia szwalni, mamy kilka projektów które wiemy, że byłyby bardzo ciekawe. I coś, na co zawsze czasu jest za mało – czyli po prostu projektowanie, poświęcenie się temu, przechodzenie przez wszystkie etapy pracy nad nową rzeczą. To jeżeli chodzi o działalność gospodarczą. Jest też cały wątek społeczny, na który mamy pomysł, ale wymaga on dodatkowych ludzi i środków – kto wie, być może publicznych. Ale może za chwilę będziemy w takim momencie, że sami będziemy mogli go finansować.
SF: Czyli planujecie przeznaczanie części zysków na działalność społeczną?
MP: Dochodzimy do takiego momentu, w którym na rozruch tej gałęzi społecznej moglibyśmy przeznaczyć środki, dzieki którym później utrzymywałaby się samodzielnie, więc pewnie że tak. Ale tak naprawdę jesteśmy cały czas jeszcze na początku i pewnie przed nami różne burze. Najważniejsze jest to, żeby wykorzystywać szanse – nie przesypiać ich, nie odsuwać, nie odpuszczać.
PODCZAS ROZMOWY WSPOMINALIŚMY O:
Regionalne Centrum Wspierania Organizacji Pozarządowych
JEŚLI ZAINTERESOWAŁ CIĘ TEMAT SPÓŁDZIELNI SOCJALNYCH, WARTO ZAJRZEĆ TUTAJ:
Portal skupiający się na tematyce podmiotów ekonomii społecznej
Artykuł o spółdzielniach socjalnych prowadzonych przez artystów