Wywiad

Artysta w drodze do niezależności: Piotr Damasiewicz i inicjatywa L.A.S.

O wielu osobach, z którymi rozmawiam, można śmiało powiedzieć, że tworzą utopie. Są to jednak  utopie, które okazują się działać. Piotr Damasiewicz jest artystą w drodze – w muzyce, którą tworzy, w licznych podróżach po świecie. Ale również wytyczając własną drogi do bycia niezależnym w wymiarze ekonomicznym. Nasza rozmowa o finansach była tak naprawdę rozmową o wartościach, intencjach i bezcennych spotkaniach z ludźmi. Z pewnością nie jest to droga dla każdego, ale jestem pewna, że dla wielu z nas może być inspirująca. Zapraszam Was dzisiaj do wywiadu z Piotrem, który opowiedział o swojej inicjatywie L.A.S.  I znacznie więcej.

Sztuka Fundraisingu:  Na koncie masz współpracę z wieloma wydawcami. Co takiego sprawia, że mimo to postanowiłeś poszukać dla siebie innego modelu?

Piotr Damasiewicz: Od czasu, kiedy zacząłem być profesjonalnym twórcą na rynku muzycznym, miałem kontakt z co najmniej czterema wydawcami. Byłem równie płodnym artystą, jak i dzisiaj, natomiast nie do końca świadomym tego, w jaki sposób te mechanizmy działają. Można powiedzieć, że poddałem się takiemu klasycznemu podejściu, kiedy to artysta jest “wyławiany” lub sam się stara o atencję promotorów i wydawców. Oni wydają płytę i jego kariera w mniejszym lub większym stopniu jest kierowana przez osoby z zewnątrz. Aktualnie warunki się zmieniły, zwiększył się dostęp do wiedzy i informacji, pojawiły się różne narzędzia. Zwiększyła się też liczba muzyków,  wykształconych, produkujących swoje rzeczy i rynek trochę się zapchał. Kiedyś to duże labele były nośnikami prowadzącymi w karierze artystów, dzisiaj to już nie działa w takim stopniu jak dawniej. W pewnym sensie każdy jest zdany na siebie, na okoliczności, na to jak jest jaskrawy w mediach i czy używa wielu narzędzi. Spadła sprzedaż płyt, zmienił się system funkcjonowania rynku. W zasadzie każdy może zrobić festiwal, wydać płytę, jeśli ma parę groszy. Dzisiaj labeli jest prawie tyle samo co artystów, więc jest o wiele trudniej. Nawet dużym wydawcom, którzy w pewnym momencie stracili świeżość i pomysł na to, jak być atrakcyjnymi. Przyszły nowe pokolenia, które pokazują nową jakość. 

Jestem muzykiem bardzo aktywnym, można nawet mówić o nadaktywności. W moim przypadku więc schemat, że się nagrywa jedną płytę w skali roku, daje się dobremu wydawcy, który ją promuje i potem bazuje się przez następny rok na tej jednej płycie i jednym programie, zupełnie do mnie nie pasował. Zależało mi na tym, żeby moja twórczość, która jest bardzo różnorodna, mogła być prezentowana w całości, we wszystkich jej przejawach. W wyniku własnych potrzeb, zacząłem tworzyć poza tymi ramami. Byłem we Francji, tworzyłem solo francuski projekt. Byłem w Afryce, tworzyłem projekt afrykański. Byłem w Europie, otwierałem się na nowe koneksje z twórcami z innych krajów. Było tego bardzo dużo i stwierdziłem, że trzeba te wartościowe rzeczy, wynikające ze spotkań, zderzeń rożnych osobowości i struktur, pokazywać. Okazało się to jednak niemożliwe, ponieważ musiałbym być w stałym kontakcie z wieloma wydawcami na raz. Jest to bardzo czasochłonne i wymaga stałego procesu poznawczego, poza tym niektóre projekty nie pasują do niektórych wydawców. Musiałbym szyć na miarę każdego wydawnictwa jakiś projekt, który nie byłby już wcale moją naturalną potrzebą. Zauważyłem wtedy, że moje projekty nie mają jednego adresu, pod którym mogłyby się rozwijać i wielu z nich nie będę mógł w ten sposób pokazać. 

SF: Można powiedzieć, że przestałeś się mieścić w dostępnych modelach i postanowiłeś stworzyć własny, który pomieści wszystko to, co robisz.

PD: W dużym skrócie można tak powiedzieć. Oczywiście, gdybym znalazł kilku wydawców, to może bym się zmieścił, bo są na rynku naprawdę ciekawe labele. Tylko to by zajęło bardzo dużo czasu, wolałem działać i pokazywać to, co mam. Stwierdziłem, że to rozwiązanie będzie szybsze i bardziej pasujące do tego, czym dysponuję. Pojawił się pomysł, żeby zacząć wydawać siebie – niezależnie od decyzji promotorów, od wydawnictw, od przyjętych wzorców biznesowych. Stworzyłem swój własny wzorzec, polegający w dużej mierze na wymianie bezgotówkowej, która stała u podstaw powstania tego wydawnictwa. W związku z tym, że rozwijam się przede wszystkim jako człowiek i artysta, przyjąłem takie podejście, że żeby powstała bardzo dobra jakość, to musi powstać z potrzeby serca i potrzeby zaistnienia jakiejś wyższej wartości, która nie może mieć zaczynu ekonomicznego. Musi być wartością samą w sobie. A dopiero za tym idzie czynnik ekonomiczny. Tworzyłem coś szczerego, co odpowiadało na potrzeby ludzi, żeby dopiero potem przekonać się, czy to się obroni również w wymiarze ekonomicznym. L.A.S. powstało więc z czysto ideowych pobudek, które miały wypełnić pustkę, jaka się u mnie pojawiła po zderzeniu się z muzycznym światem biznesowym. Wypełniłem ją – i działa.

SF: W jakiej kategorii można Was w takim razie umieścić? Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tym od Ciebie dwa lub trzy lata temu, myślałam że jest to po prostu jakaś forma finansowania społecznościowego. Ale to chyba znacznie więcej?

PD: Jest to rodzaj kolektywu. Na pierwszą płytę nie miałem sponsorów, nie było żadnych logotypów. Chodziło mi o czystej postaci sztukę. Forma finansowania społecznościowego, do której nawiązujesz, pojawiła się właśnie w tym momencie, kiedy szukałem środków i po prostu ogłosiłem wśród znajomych, że jeśli ktoś chce wpłacić zadatek na płytę, może wpłacić dowolną sumę. Podałem przy tym, jaki będzie koszt płyty: wyliczyłem sumę na którą składają się wszystkie koszty produkcji winylu, ale napisałem, że jeżeli ktoś chce, może zapłacić więcej, będzie to wtedy gratyfikacja nas, muzyków. Chciałem sprawdzić, jak to zadziała, czy to poruszy ludzi. Zaprosiłem też ludzi na koncert, informując o tym, że bilety z koncertu zostaną przeznaczone na produkcję płyty. Zadziałało. Ludzie z reguły wpłacali więcej, chcieli to wesprzeć. I tak działam do tej pory. 

W ten sposób powstały dwie pierwsze płyty, natomiast trzecia powstała we współpracy z miastem Sucha Beskidzka, które zauważyło moją działalność z tradycyjnymi muzykami góralami. Społeczność góralska, w tym Rada Starszych Ludowych zaproponowała, żebym zwrócić się do burmistrza o wsparcie na nagranie płyty. Czyli była to zupełnie oddolna inicjatywa, wobec której władze pokryły część kosztów wydania płyty.

SF: Pomimo, że uciekasz od pewnych modeli finansowych, pieniądze się pojawiają. Kiedy słucham o wydawaniu płyt i zapraszaniu do tego publiczności, czy o społeczności Suchej Beskidzkiej, która prowadzi Cię po dofinansowanie do burmistrza, to widzę najpierw wyraźną intencję, którą komunikujesz i która jest dla ludzi na tyle zrozumiała i szczera, że decydują się w tym partycypować.

PD: W dużym skrócie, niektóre wydawnictwa, promotorzy, producenci muzyczni, kształtują jakość która ma się sprzedać i tym w większości przypadków rządzi się rynek muzyczny. Moja idea jest inna, kreuję coś, co jest dla mnie osobiście istotne od strony artystycznej  i jest też odpowiedzią na społeczność, którą zauważyłem wokół mnie w czasie pandemii, kiedy odezwałem się do moich fanów przez media społecznościowe i był to pierwszy taki bezpośredni kontakt z moimi odbiorcami. Wcześniej tym kontaktem był promotor, wydawca, dystrybutor, sklep. Piotr Damasiewicz przez handlowca, dziennikarza, miejsce na liście. I nagle poszło to inaczej i jest to kolejny ważny punkt na mojej drodze. Czyli po pierwsze intencja. Druga rzecz to wsłuchanie się i odpowiedź na własne potrzeby i potrzeby moich słuchaczy. Zauważyłem, że kiedy zacząłem się uaktywniać w mediach społecznościowych, pojawili się ludzie, którzy bezpośrednio do mnie piszą, nawiązują kontakt. I to było dla mnie pierwsze namacalne odkrycie tego, że jest grono fanów mojej muzyki, a nie tylko przypadkowych kolekcjonerów płyt czy ludzi na koncercie. I że są w związku z tym konkretne oczekiwania wobec mnie. Ludzie oczekują, żebym się rozwijał i nie marnował talentu, potencjału w który wierzą. Jest jakaś grupa odbiorców, która jest przynależna do mojego myślenia i wydaje mi się, że każdy może ją znaleźć. Trzecia rzecz jest więc taka, że moim zadaniem zaczęło być to, żeby nie przynależeć do środowisk artystycznych i do trendów, tylko kreować własne trendy i środowisko. I rzecz najważniejsza: być za to w pełni odpowiedzialnym. I to jest najtrudniejsze. Nie ma tu miejsca na odpoczynek, na to żeby sobie odpuścić.

SF: Intencja jest piękna i niesie z sobą dużo wartości i korzyści, ale chyba jednak też dużo dyskomfortów, poświęceń. Musisz się zająć tak wieloma rzeczami, że zastanawiam się, jak to godzisz z pracą twórczą, będąc jednocześnie menadżerem, producentem, promotorem – i cały czas tworząc?

PD: Takie były początki. Byłem wszystkim w jednym i bazowałem w dużej mierze na układach przyjacielsko – barterowych. To też było bardzo rozwojowe, takie tworzenie systemu zależności na gruncie społecznym. W momencie kiedy jesteśmy w układzie biznesowym, istnieje tylko zależność zyskowo – ekonomiczna, najczęściej brakuje tej wartości nadrzędnej, która moim zdaniem jest najważniejsza. Jest to kluczowa rzecz, która napędza L.A.S. Bez tego nic by się nie rozpoczęło. Natomiast dziś można powiedzieć, że funkcjonujemy już w półprofesjonalnym wymiarze. Jestem w przededniu założenia własnej działalności gospodarczej, ale już pracuje ze mną zespół, w tej chwili 7- osoby i tu wchodzą już w grę gratyfikacje finansowe, miesięczne lub od konkretnego projektu. Ale w dalszym ciągu w naszym zespole ta korzyść nad ekonomiczna bierze górę. Zebrałem wokół siebie ludzi, którzy wierzą w sens tej inicjatywy i chcą pomóc w jej rozwoju. W kolejnej linii są zwyczajne potrzeby życiowe, ekonomiczne, na które odpowiadamy, tak żeby był balans pomiędzy włożoną energią i pracą, a możliwością funkcjonowania w sensie ekonomicznym. Zaczyna to coraz lepiej funkcjonować. 

Ja sam na ten moment jestem pogodzony z tym, że jest to etap rozwoju i moje przychody wciąż jeszcze funkcjonują na zasadzie “dobrego chleba z nieba”. Tyle ile zostanie, to mam. Liczą się dla mnie w tej chwili projekty i idee, w które inwestuję z przekonania, że warto. Dla mnie osobiście tylko takie podejście może dać pełnię satysfakcji. Ufam tej sytuacji, że niesie w sobie dużo dobrych elementów, które będą w przyszłości owocować. Obecny kryzys pokazuje dobrze, że systemy są zawodne i  grupowanie się wokół jakiejś większej idei ma sens.

SF: Opowiedzmy więcej o samej inicjatywie, czym jest w tej chwili L.A.S.?  Czemu to służy i gdzie chcecie dalej z tym iść? Jak sobie to wyobrażasz za chwilę?

PD: Na dzień dzisiejszy wydajemy płyty, mamy już cztery na koncie i wdrażamy właśnie nowy projekt, poszukując pieniędzy na kolejna płytę. Następnie jest organizacja koncertów, bardzo wyjątkowych. Są to głębokie spotkania artystów ze słuchaczami, oparte na interakcjach, nastawione na rozwój świadomości muzycznej. Są tam warsztaty, wspólne muzykowanie, koncert. Jest też moja własna działalność koncertowa, która promuje L.A.S. na całym świecie. 

Gdzie chcemy iść? Na pewno chcemy rozwijać wszystkie trzy obszary. Wydawać więcej płyt, mamy już około 15 płyt oczekujących na wydanie. Są pomysły na wyprodukowanie następnych, inicjowanie kolejnych spotkań artystycznych. Jeśli chodzi o nasze koncerty, to oprócz dwóch dotychczasowych miejsc, w Suchej Beskidzkiej i Górach Sarasvati, chcemy rozpocząć serię koncertów w miejscach rezydencji artystycznych: Pałacu w Gorzanowie oraz w pensjonacie Owca z Widokiem. Oczywiście mierzymy siły na zamiary, zależy nam na jak najlepszej jakości. Żeby to działało, musi być bardzo zadbane z naszej strony. Wartością nadrzędną jest dla nas synergia, która powstaje ze spotkania. Poprzez kontakty z ludźmi, zarówno twórcami jak i słuchaczami, powstaje wartość która nigdy by nie powstała bez tego spotkania. Później jest już tylko przebudzenie, nawet jeśli to brzmi utopijnie.

SF: A czy masz taki pomysł, żeby w przyszłości wydawać też innych twórców?

PD: Na ten moment inni twórcy pojawiają się poprzez kooperacje ze mną. Odezwało się do mnie kilku młodych artystów, którzy chcieliby być prowadzeni. W przyszłości na pewno chcielibyśmy się zajmować też takimi artystami, ale na ten moment mamy jeszcze bardzo dużo własnych projektów do wydania. Chciałabym też najpierw osiągnąć pewną stabilność naszej działalności, założyć firmę, wprowadzić kilka kolejnych płyt na rynek muzyczny. I wtedy jako już pełny, dobrze funkcjonujący zespół, możemy brać odpowiedzialność również za innych. Nie chcemy przy tym wpaść w taki zaułek, że staniemy się firmą, która zajmuje się zbyt wieloma formalnościami, a za mało działalnością twórczą.

SF: Generujecie jakąś określoną wartość, pozyskujecie pieniądze, ale jest też mnóstwo barterów, Wasza praca, czy ty to jakoś liczysz? Wiecie jaka jest wartość tych przedsięwzięć na ten moment?

PD: Jest to bardzo potrzebne, ale szczerze mówiąc nikt tego w tej chwili tak dokładnie nie liczy, skupiamy się na realizacji zadań. Na pewno solidne rachunki księgowe pojawią się z chwilą założenia działalności. Na ten moment dbaliśmy po prostu o płynność. Sprzedaż płyt, bartery, może się okazać że jest to większa skala niż wygląda, gdyby policzyć wszystkie te elementy.

SF: Być może gdybyś zaczął to liczyć od samego początku, nie rozwijałoby się tak szybko? 

PD: Być może tak jest, podszedłem do tego z potrzeby serca i dużo zainwestowałem. Mam teraz poczucie, że było warto.

JEŻELI CHCECIE POCZYTAĆ WIĘCEJ O L.A.S. :

Strona internetowej inicjatywy L.A.S

Profil L.A.S. w mediach społecznościowych

Profil Piotra Damasiewicza w mediach społecznościowych

MOŻECIE TEŻ WESPRZEĆ NAJNOWSZY PROJEKT PIOTRA NA PORTALU PATRONITE.PL:

Fundacja ARTernatywa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *