Czy wiesz, że to co robisz, to fundraising? O pozyskiwaniu funduszy przez pracowników ośrodków kultury.
Przy rozpatrywaniu fundraisingowej kondycji naszego sektora, nie można pomijać perspektywy samorządowego domu, ośrodka, czy centrum kultury – instytucji tego typu jest w Polsce ponad cztery tysiące. Wiele z nich, realizując setki działań rocznie, dysponuje zaledwie kilkoma etatami. Wielozadaniowość jest wpisana w pracę zatrudnionych tam osób. Najczęściej też nie ma warunków, aby zatrudnić kogoś, kto będzie odpowiadać wyłącznie za pozyskiwanie tak przecież potrzebnych, dodatkowych funduszy. Równie często jednak, wśród tych swoistych ludzi renesansu, są prawdziwe perełki, naturalne talenty, które fundraisingiem zajmowały się na długo, zanim jeszcze termin ten rozgościł się u nas na dobre. Dzisiaj chciałam Wam przedstawić jedną z takich osób. O tym, jak lokalnie budować kulturę wspierania, opowiedziała Bożena Kuźma ze Świdnickiego Ośrodka Kultury.
Sztuka Fundraisingu: Od wielu lat, z sukcesami – bo są to często bardzo konkretne kwoty, pozyskujesz dla swojej instytucji pieniądze na różne wydarzenia. Czy Ty w ogóle myślisz o sobie jako o fundraiserce?
Bożena Kuźma: Absolutnie nie (śmiech). Prawdę powiedziawszy, trzy lata temu usłyszałam od Ciebie i od Lecha Molińskiego z Wrocławskiej Fundacji Filmowej, z którą współpracujemy, że jestem fundraiserką. Dla mnie było to zawsze zupełnie naturalne. Powiem szczerze, że dla kultury jestem w stanie zrobić wszystko. Pracuję tu już 37 lat i tak bardzo identyfikuję się z ośrodkiem kultury i z wydarzeniami, które organizujemy, że jest mi chyba łatwiej przyprowadzać pieniądze. Może to nie są duże pieniądze, ale często są to sumy, które ratują nam wydarzenia. Dla przykładu w tym roku na Świdnicki Festiwal Filmowy Spektrum nie udało nam się pozyskać dotacji ani od Ministerstwa Kultury, ani z innych podmiotów, a ja od sponsorów pozyskałam 22 tysiące. Powinnam właściwie powiedzieć – od Przyjaciół, bo trudno mi nazywać ich sponsorami. To są Przyjaciele, którzy nigdy nie zawiedli. Ufają mi i zawsze pamiętają na początku roku, żeby już założyć jakieś pieniądze.
A teraz na przykład, mamy w ośrodku kultury fortepian, który ma sto dwadzieścia lat. Jest to fortepian, który przyjechał do świdnicy w 1903 roku z Wiednia. Świadek wielu tutejszych wydarzeń kulturalnych, teatralnych, muzycznych. Renowacja kosztuje “tylko” 52 tysiące. Postanowiłam wspólnie z kolegami i koleżankami z ośrodka, że zbierzemy te pieniądze. I mogę Ci zdradzić, że na dzień dzisiejszy mamy już ponad 11 tysięcy i jestem przekonana, że się uda. Ludzie mają wielkie serca i wierzą nam, że warto zainwestować w ten fortepian. Wysłaliśmy pisma do sponsorów, z niektórymi osobami rozmawiałam już osobiście – bo to zawsze tak jest, że dobrze jeśli po tej “drugiej stronie” jest konkretna osoba, która będzie ambasadorem naszej sprawy, przekona innych, swoich szefów lub współpracowników. Przed nami jeszcze dużo pracy, między innymi chcemy nakręcić film o fortepianie, żeby pokazać naszym odbiorcom, że jest i jak będzie wyglądać po renowacji. Jako ludzie kultury, nie wyobrażamy sobie zostawić go na pastwę losu.
Pozyskujemy w ten sposób fundusze na różne imprezy. Na Przegląd Zespołów Kolędniczych, na Festiwal Teatru Otwartego, gdzie tylko mój nos wywącha i ucho usłyszy, że są potrzebne pieniądze i że jest gdzieś w okolicy firma, która mogłaby nas wesprzeć – idę tam!
SF: Zgromadziliście wokół Świdnickiego Ośrodka Kultury całe grono mecenasów. Są to często wieloletnie współprace. Kim są Wasi mecenasi, co to za osoby lub firmy? I jaki jest Wasz przepis na udane relacje z nimi?
BK: Są to bardzo różne firmy: jest firma szkoleniowa Pani Anny Szywały i lokalny producent Galles, i Nadleśnictwo Świdnica, i deweloper, który buduje tutaj lokalnie domy, i firma która sprzedaje nieruchomości. Są i piekarnie, cukiernie… Ale są to przede wszystkim wieloletnie przyjaźnie. Mecenasi, którzy nam ufają, ponieważ widzą, że pieniądze poszły w dobre ręce. Że są tego efekty. Takie wzajemne zaufanie jest bardzo potrzebne. Z niektórymi sponsorami znamy się niemal 40 lat! Dawniej nie mówiło się nawet o sponsoringu, zwracałam się po prostu do lokalnych przedsiębiorców, którzy na przykład kupowali nam książki jako nagrody w konkursach. Osobiście cieszy mnie, kiedy biznes spotyka się z kulturą. Poznajemy się wzajemnie. Przychodząc do nich z propozycją lub zapytaniem, też się dowiaduję więcej o tych firmach – czym się zajmują, co produkują, w jaki sposób działają, kogo zatrudniają, a co za tym idzie – zyskuję wiedzę o otoczeniu, w którym pracuję. Z kolei ja mam szansę przybliżyć im to, czym my się zajmujemy. Ludzie są zabiegani, nie zawsze mają czas się zainteresować. Przychodzą do nas do ośrodka, oglądają coś i wychodzą. A ja przybliżam im naszą działalność znacznie szerzej. Gdybym miała podać przepis na taką udaną współpracę, to będzie to: szczypta szczerości, szczypta prawdy, szczypta uczciwości, szczypta szacunku i wywiązywania się ze swoich obietnic, wzajemna sympatia i solidarność. Jak to wszystko ze sobą zagra, wtedy są sukcesy!
SF: A czy te osoby można spotkać na publiczności podczas Waszych wydarzeń?
BK: Oczywiście! A zdarza się też tak, że któraś ze współpracujących z nami firm ma na przykład jakąś ważną rocznicę. Wtedy zwracają się do nas – o radę, jakiego artystę zaprosić, o pomoc w zorganizowaniu wystawy. I my pomagamy im to zorganizować profesjonalnie. To świadczy o tym, że jesteśmy ze sobą w bliskich relacjach i cieszę się, że to właśnie do nas się zwracają. Na tym to polega, możemy na siebie wzajemnie liczyć. To działa w obie strony.
SF: Od jakiegoś czasu w Świdnicy jest przyznawana nagroda Mecenasa Kultury. Czy była to Wasza inicjatywa? Dlaczego z Waszej perspektywy jest to ważne, żeby doceniać takie współprace?
BK: Jest to niezwykle ważne, żeby świdniczanie dowiedzieli się, jak bardzo doceniamy takie osoby i firmy. Jako pracownicy ośrodka kultury, wyszliśmy do Pani Prezydent z taką inicjatywą, którą ona bez wahania przyjęła z otwartymi ramionami. Propozycje spośród swoich darczyńców zgłaszają wszystkie miejskie instytucje kultury i na tej podstawie Prezydent Świdnicy przyznaje statuetkę Mecenasa Kultury. Odbywa się przy tej okazji wielka uroczystość, jest koncert gwiazdy z dobrej półki. Staramy się, żeby to było piękne wydarzenie. Wyobraź sobie jak bardzo się cieszę, kiedy przychodzę potem do takiej firmy i widzę statuetkę wyeksponowaną na honorowym miejscu, tak bardzo są dumni z tego, że wspierają kulturę. Jest to naprawdę COŚ!
SF: Jest to bardzo wyraźny komunikat: warto wspierać kulturę!
BK: Zgadza się i powiem Ci, że często jest mi dzięki temu łatwiej, kiedy idę do firmy czy osoby, której nie znam, a okazuje się, że słyszeli już o nagrodzie Mecenasa Kultury. Nawiązuje się rozmowa i zapraszam serdecznie do współpracy. Opowiadam o tym, co robimy. Zachęcam do odwiedzenia nas – przyjdźcie, zobaczcie jak u nas jest, podpowiedzcie, jeśli będziecie mieli jakieś spostrzeżenia. Bo na tym to przecież polega, cały czas się uczymy, uczymy się siebie. Nie obrażamy się, cenimy sobie uwagi. Często są to osoby, które bywają w różnych miejscach, widzą rzeczy, które u nas można zaadaptować. Jesteśmy otwarci i myślę, że w kulturze musi być ta otwartość, wtedy kultura ma sens. Kultura nie może się zamykać.
SF: Wspomniałaś o sytuacji, kiedy nie dostaliście dotacji na festiwal i mógł się on odbyć dzięki wsparciu Waszych partnerów. Czy to oznacza, że czują się współodpowiedzialni, za Was, za festiwal?
BK: Zdecydowanie! Często partnerzy sami odzywają się do nas. Tak samo było i tym razem. Na wyniki wniosków czeka się czasami bardzo długo, a ja dzięki naszym Przyjaciołom już od stycznia wiem, że tu mam tysiąc, tu mam pięć tysięcy – i mogę coś planować. Zdarzają się sytuacje, które bardzo mnie wzruszają. Kiedy ktoś na przykład mówi mi: niestety, w tym roku mogę dać “tylko” tysiąc złotych. Dla kogoś to jest tylko tysiąc, dla nas aż tysiąc. Dzięki temu w zeszłym roku wszystkie materiały i kampanię promocyjną mieliśmy dzięki sponsorom. Piękne plakaty, całą wizualizację. Nasi partnerzy wspierają nas nawet w czasie pandemii. Owszem, są to może mniejsze kwoty – zazwyczaj na festiwal pozyskiwałam około 40 tysięcy złotych, ostatnio trochę ponad 20 tysięcy. Ale przecież mogli powiedzieć, że jest teraz trudny czas i nie dadzą rady nam pomóc. A oni są – i wspierają. To jest bardzo szlachetne z ich strony.
SF: Jak wynika z Twojej opowieści, to finansowe wspieranie kultury przekłada się u Was na budowanie znacznie szerzej, swoistej kultury współpracy. Na to, że w Świdnicy kultura jest ważna. Ale porozmawiajmy trochę o tej “ciemnej stronie”. O barierach w proszeniu o pieniądze, tych najtrudniejszych do pokonania – barierach mentalnych. Co z Twojej perspektywy jest najtrudniejsze?
BK: To jest tak: po tej drugiej stronie zawsze jest inny człowiek. Pewnego razu zbierałam pieniądze na spektakl Krystyny Jandy, bardzo go chciałam do nas sprowadzić. Wiedziałam, że jeśli do nas nie przyjedzie, to większość mieszkańców nigdy nie będzie mogła go zobaczyć. Bardzo się wtedy zawzięłam. I tak dotarłam do właściciela pewnej firmy, który potraktował mnie w wyjątkowo nieprzyjemny sposób. Udało mi się umówić na spotkanie za pośrednictwem znajomych. Przychodzę, a ten pan siedzi za biurkiem i mówi do mnie, nie wstając: no, dopięła Pani swego! Poczułam się, jakby ktoś mi wymierzył policzek. Ale wzięłam głęboki oddech i odpowiedziałam spokojnie: nie zbieram pieniędzy dla Bożeny Kuźmy, zbieram na spektakl. Pan zrozumiał swój błąd. Przeprosił mnie i zaprosił mnie do stołu. Zaczęliśmy rozmawiać. Dla siebie – pewnie nie uzbierałabym złotówki (śmiech). Ale ja miałam cel! I wiesz, spektakl się odbył i była to dla mnie wielka satysfakcja.
Tak więc, po drugiej stronie zawsze jest człowiek. Czasem to jest człowiek, który na przykład interesuje się sportem. I weź, przekonaj wtedy taką osobę, że jednak my też jesteśmy warci wsparcia (śmiech). Nie zawsze się to udaje. Ale ja się nie obrażam. A wiesz, co lubię? Kiedy druga strona jest szczera i od razu mówi mi, że na przykład wspiera zupełnie inne rodzaje działań i koniec. Jest to uczciwe. Ja w takich sytuacjach życzę sukcesów – i idę dalej. Znaleźć ludzi, których przekonam. Kultura jest, mam wrażenie, trochę niczyja, a przecież jest taka ważna! Dlatego warto chodzić, warto przekonywać.
SF: Czy żeby pójść, trzeba mieć dużo odwagi?
BK: Powiem tak, ja lubię ludzi i zawsze jestem ciekawa, kogo tam spotkam. I tu chodzi chyba właśnie o tę ciekawość. Zdarzają mi się przy tym rozmowy o bardzo różnych sprawach. Kiedy się rozmawia, zawsze coś z tego wyniknie.
SF: Zastanawiam się, jak to wszystko jest możliwe logistycznie. Produkujecie rocznie ponad 600 wydarzeń, piszecie projekty, pozyskujecie sponsorów.
BK: To prawda, że piszemy projekty i pozyskujemy środki pomiędzy wydarzeniami. Ośrodka kultury nie da się zamknąć, żeby pisać w tym czasie. Nie mamy od tego specjalnej komórki. Nieraz zwracamy się z prośbą o pomoc i uwzględnienie nas w większych projektach do zajmującej się pozyskiwaniem funduszy komórki w Urzędzie Miejskim. I widzę, że to działa tylko kiedy te osoby bywają u nas, wiedzą o czym piszą. I wierzą w to, co piszą. Z tego chyba wynika nasza własna skuteczność.
SF: Pozostaje mi pogratulować, że udaje się Wam to wszystko z sukcesem pogodzić. Kosztuje to dużo pracy, a jednak nie widzę u Ciebie cienia wątpliwości, że warto to robić. Powiedz, dlaczego?
BK: Praca w kulturze jest piękna, ale bardzo trudna. Cały czas wymaga od nas zaangażowania. Ale ja sobie nie wyobrażam swojego miejsca gdzie indziej. I warto zapraszać do tego innych, nie tylko do udziału, ale też do wspierania nas. Zawsze warto mieć wokół siebie przyjaciół. Ludzi, którzy są na tyle blisko, żeby znać nasze problemy, wiedzieć z czym się borykamy, ale też wiedzieć, że jesteśmy ambitni, że chcemy jak najlepiej, chcemy czegoś więcej. Pracujemy dla publiczności i jest to ogromna radość, kiedy ludzie wychodzą od nas zadowoleni, spełnieni. Wspierając nas, można mieć w tym swój udział.
JEŚLI ZAINTERESOWAŁA CIĘ DZIAŁALNOŚĆ ŚWIDNICKIEGO OŚRODKA KULTURY, WARTO ZAJRZEĆ TUTAJ:
Strona www Świdnickiego Ośrodka Kultury
Facebook Świdnickiego Ośrodka Kultury