Wywiad

Dobre zarządzanie finansami jako podstawa tworzenia strategii fundraisingowych w instytucjach kultury – rozmowa z Pawłem Kamińskim

Jakie warunki muszą zaistnieć, aby móc dywersyfikować źródła pozyskiwania funduszy w samorządowej instytucji kultury? Czy przedsiębiorcze postawy w instytucjach są premiowane, czy wręcz odwrotnie? O niezbędnych zmianach natury systemowej, ale przede wszystkim o transparentnej polityce finansowej i jej wpływie na zaufanie odbiorców dla instytucji kultury rozmawiam z Pawłem Kamińskim, autorem portalu Menedżerkultury.pl, dyrektorem Ośrodka Postaw Twórczych we Wrocławiu, wiceprzewodniczącym Wrocławskiej Rady Kultury. 

Sztuka Fundraisingu: Zastanawiam się od jakiegoś czasu, co ma wpływ na rozwój fundraisingu i skuteczność polityki polegającej na dywersyfikowaniu źródeł przychodów w samorządowych instytucjach kultury? Instytucje niechętnie korzystają z różnych form finansowania społecznościowego. Czy dobrze przypuszczam, że podstawowym problemem są tutaj kwestie formalne?

Paweł Kamiński: Myślę, że są inne przeszkody, a te formalne są tak naprawdę na końcu. Na pewno jest tak, że w niektórych instytucjach może chodzić o niechęć działu księgowości i pojawiają się wątpliwości, jak na przykład zaksięgować przychody pochodzące ze zbiórki? Dla mnie jednak pytanie o kwestie formalne jest na samym końcu. Popatrzmy na system finansowania instytucji kultury: jego podstawą jest dotacja podmiotowa organizatora i trzeba pamiętać, że jest to jego obowiązek, a nie przejaw dobrej woli. Jest to zadanie własne samorządu i powołując instytucję kultury, samorząd ma zapewnić środki na utrzymanie obiektu i na prowadzoną w nim działalność – wynika to wprost z ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Sprawia to, że różne formy finansowania społecznościowego są traktowane w kategoriach ostateczności.

SF: Mimo wszystko, środków z dotacji podmiotowej bardzo często nie wystarcza. 

PK: To też nie jest takie oczywiste, jak może się wydawać. Generalnie przekaz jest taki, że kultura jest niedofinansowana, ale jest to nadal tylko hasło. Niedofinansowana – tak, ale pytanie w jakim stopniu i co tak naprawdę jest niedofinansowane w jej obszarze? Z jednej strony mówimy o tym, że pracownicy instytucji kultury są wynagradzani najczęściej w okolicach najniższej krajowej i są grupą najniżej wynagradzaną w ogóle w Polsce. Z drugiej strony, mamy przykłady różnych spektakularnych wydatków i często jest tak, że w przypadku gminnych ośrodków kultury, gdzie dotacje podmiotowe sięgają kilkuset tysięcy złotych, 150 – 200 tys. złotych jest przeznaczane na jedno wydarzenie, typu dni gminy, czy dożynki gminne, a gros tych pieniędzy jest przeznaczane na honoraria gwiazd muzyki disco polo i pop. Po pierwsze więc, zanim sięgniemy po dodatkowe środki, warto się przyjrzeć kwestii zarządzania budżetem danej instytucji.

Po drugie, obywatele mają świadomość tego, że instytucje kultury są utrzymywane z ich podatków. W małych środowiskach, gdzie ludzie mają do siebie blisko, jest dość wysoki poziom kontroli społecznej. Same instytucje realizują bardzo różne zadania i związane z nimi wydatki – i tu pojawia pytanie, czy na pewno wydatki w tej instytucji są dokonywane w sposób racjonalny i czy zamiast sięgać do kieszeni obywateli kolejną drogą i prosić o wsparcie, nie należałoby najpierw  zracjonalizować tych wydatków? Wiemy też, że wpływ organizatorów na niektóre instytucje jest realnie większy, niż wskazywałyby na to formalne uprawnienia. Zdarza się niestety, że organizatorzy nadużywają swoich uprawnień, próbując wpływać na to, w jaki sposób są wydawane pieniądze w instytucjach kultury. 

Moim zdaniem, do tego żeby fundraising mógł przyjąć się na dobre w instytucjach, jest jeszcze  daleka droga. Żeby tak mogło się zadziać, muszą być spełnione odpowiednie warunki. Jakie? Przede wszystkim wysoki poziom zaufania do instytucji i ich transparentność pod względem finansowym. Chodzi o to, żeby obywatel – odbiorca kultury dokładnie wiedział, co i ile w instytucji kosztuje i w momencie, kiedy podejmie decyzję o jej wsparciu nie miał dyskomfortu, że ze swoich prywatnych środków, które mógłby w jakiś inny sposób spożytkować, wspiera instytucję kultury, a potem dowiaduje się o jakimś kontrowersyjnym wydatku. Jeżeli instytucje nie będą działały transparentnie, jeżeli nie zyskają zaufania odbiorców, nie będą pracowały ze swoją społecznością i patrząc szerzej, nie będą budowały kapitału społecznego w otoczeniu instytucji, to moim zdaniem nie będzie tam warunków do rozwijania fundraisingu. 

Myślę, że mimo wszystko, takie działania crowdfundingowe czy społecznościowe mają szanse, ale punktowo, kiedy zbieramy pieniądze na bardzo konkretną, namacalną rzecz, na przykład na remont lub wyposażenie konkretnej pracowni. Jeżeli później w takiej pracowni będą wisiały tabliczki z podpisanymi nazwiskami osób, które ją sfinansowały, to jest to powód do dumy zarówno dla tej społeczności, jak i dla instytucji. Myślę, że w taki punktowy sposób mogłyby też działać biblioteki, zwłaszcza że mają wokół siebie bardzo silne społeczności. Wyobrażam sobie, że czytelników można zaangażować w sfinansowanie jakiegoś elementu wyposażenia biblioteki czy zakup nowości wydawniczych do księgozbioru.

SF: Być może crowdfunding lub w ogóle formy finansowania społecznego nie są dobrym przykładem, ale już budowanie mecenatu na różnych poziomach, jest takim zadaniem, które wydaje się, że dobrze gdyby było wpisane w misję instytucji?

PK:  Tutaj znowu funkcjonują jeszcze pewne mity i zaszłości takiego neoliberalnego podejścia po zmianie ustroju w Polsce. Była wtedy wyraźna tendencja, aby wszystko w jakiś sposób ekonomizować i to uderzyło też bardzo mocno w kulturę. W latach dziewięćdziesiątych i wczesnych dwutysięcznych, słyszeliśmy że trzeba szukać sponsorów i przenosić ciężar finansowania działalności kulturalnej z sektora publicznego na sektory prywatny. To w praktyce się nie potwierdziło, w praktyce można mówić o tym, że mecenat i sponsoring są marginesem jeśli chodzi o finansowanie kultury w Polsce. Oczywiście istnieją silne marki w kulturze, które są w stanie pozyskiwać skutecznie wielkich sponsorów, wielkie instytucje finansowe czy przedsiębiorstwa, ale są to tak naprawdę wyjątki od reguły.

SF: Podsumowując, chcesz powiedzieć że jest jeszcze za wcześnie? Jest najpierw wiele spraw do uporządkowania, żeby mogły się rozwijać inne mechanizmy?

PK: Tak, a przede wszystkim rozwijanie fundraisingu w instytucjach kultury nie powinno być celem samym w sobie, a jedynie środkiem wspierającym nas w realizacji innych celów. Czytelny system finansowania to pierwszy warunek myślenia o budowaniu społeczności, która na różny sposób mogłaby partycypować w działalności instytucji kultury. W tej chwili sam system jest mało czytelny, a w wielu obszarach bardzo nietransparentny. W dodatku co jakiś czas dochodzi do wydarzeń, które zaufanie do wydatków w kulturze mocno podkopują. Na przykład jeżeli odbiorcy kultury słyszą o kontrakcie dla dyrektora artystycznego w Operze Wrocławskiej o wartości trzech milionów złotych, to z perspektywy odbiorcy, nie oceniając sytuacji przynajmniej na potrzeby tej rozmowy, zasadne jest pytanie, co to oznacza? Czy w takim razie opera ma pieniądze, czy ich nie ma? Jak w takiej sytuacji uzasadnić zwracanie się o pieniądze do swoich odbiorców, jednocześnie wydatkując w mało przejrzysty sposób kwotę trzech milionów złotych? Transparentność, zaufanie i podtrzymywanie relacji, są to warunki niezbędne do tego, żeby odbiorcy kultury chcieli wspierać instytucje bardziej, niż tylko kupując bilet na wydarzenie. Swoją drogą, kwestia cen biletów w instytucjach kultury też jest sprawą nieczytelną. Wyobrażam sobie sytuację, że przy zakupie biletu byłaby podawana informacja, że skoro ten bilet kosztował 50 złotych, to na przykład 35 złotych dołożył do tego samorząd w formie dotacji podmiotowej.

SF: Czyli mówiąc krótko: co się złożyło na cenę produktu. 

PK: Właśnie tak! Gdyby kupując bilet za 50 zł, obywatel miał świadomość, że 100 złotych do jego udziału w wydarzeniu jest dokładane z budżetu samorządu, który jest organizatorem tej instytucji, ocena wartości tego produktu byłaby inna. Dotykamy tu kwestii, w jaki sposób wyceniać tak zwane “usługi kulturalne”?  W jaki sposób wyceniać dostęp do kultury, czyli wydarzenia, czy też dostęp do zajęć i warsztatów?  Są tu bardzo różne podejścia. Są instytucje, które w całości pokrywają z budżetu koszty wydarzeń i np. warsztatów dla mieszkańców – i znowu ta sytuacja jest kompletnie nieczytelna, nie wiadomo ile faktycznie to kosztuje. Oczywiście jestem przeciwnikiem skrajnej ekonomizacji i komercjalizacji kultury, to nie o to tu chodzi. Wywołałaś tym pytaniem znacznie szerszy problem, wart głębszej refleksji. Chodzi o to, żebyśmy wiedzieli w jaki sposób nasze wspólne, publiczne pieniądze są wydawane.

SF: Czyje to jest zadanie, upublicznianie takiej wiedzy?

PK: Na pewno zarówno dyrektorów instytucji kultury, jak i organizatorów. Oczywiście, nie o każdym dyrektorze można powiedzieć, że racjonalnie gospodaruje jak i nie o każdym organizatorze można powiedzieć, że jest transparentny w kwestii wydatków. Dużym wyzwaniem dla całego sektora publicznego, w tym dla instytucji kultury, będzie rejestr umów, który będzie obowiązywał od  połowy tego roku. Każda umowa powyżej 500 złotych będzie musiała być zgłoszona w rejestrze. Mieszkańcy będą mieli dostęp do tych danych już bez konieczności składania specjalnego zapytania publicznego. Będzie można po prostu “kliknąć” i zobaczyć, ile dana umowa kosztowała. 

SF: Są też takie instytucje, które żeby zdobyć dodatkowe pieniądze powołują organizację pozarządową. Czy to jest dobry pomysł? Co myślisz o takim rozwiązaniu w przypadku samorządowych instytucji kultury?

PK: Z punktu widzenia instytucji, jest to na pewno działanie racjonalne, bo pozwala na rozwijanie innych form poszukiwania pieniędzy. Natomiast takie praktyki często spotykają się z zarzutem, że organizacje pozarządowe powinny powstawać oddolnie, jako forma instytucjonalizacji aktywności obywatelskiej. W tym przypadku mamy do czynienia z tworzeniem innej formy prawnej przez instytucję sektora publicznego. Z definicji nie jest to więc prawdziwa organizacja pozarządowa. Choć oczywiście, pewnie są takie, które dobrze funkcjonują w środowisku, kanalizują działania oddolne. Ale jest to trochę wbrew idei powoływania organizacji pozarządowych. W pewnym sensie jest to rodzaj ingerencji sektora publicznego w sektor pozarządowy, który nie powinien być obszarem jego działalności. Systemowo nie jest to najlepsze rozwiązanie. Natomiast z perspektywy poszczególnych instytucji jest racjonalne i może poprawić ich sytuację finansową.

SF: Wyobrażam sobie przy tym sytuację artystów zgromadzonych wokół jakiejś instytucji, którzy chcą ja wspierać. To zależy też, jak szeroko definiujesz trzeci sektor. 

PK: Owszem, ale warto od razu wziąć pod uwagę, do jakiej sytuacji może to doprowadzić, jeżeli taka organizacja powstaje przy samorządowej instytucji kultury. W otoczeniu, w którym działają inne organizacje pozarządowe, w tym jedna w pewien sposób “koncesjonowana”, może to wpłynąć na dystrybucję środków z samorządu. Wyobraźmy sobie, że w średniej wielkości mieście jest osiem organizacji i dziewiąta, założona przez pracowników instytucji kultury i to właśnie ona zaczyna pozyskiwać fundusze i na pewno wpływa w jakiś sposób na ten lokalny rynek. Jest to również sytuacja potencjalnie niebezpieczna ze względu na domniemanie braku transparentności. Po pierwsze, dyrektor powinien być absolutnie z tego wyłączony. Po drugie i tak można się narazić na zarzut nierównego traktowania. Załóżmy na przykład, że mamy kilka organizacji i nagle jedna dostaje salę za darmo lub za jakąś bardzo preferencyjną stawkę, na warunkach innych niż pozostałe. Problem jest więc w rozdzieleniu, gdzie się kończy instytucja, a gdzie się zaczyna organizacja. To jest sytuacja, która w krótkiej perspektywie może przynosić korzyści, ale w dłuższej perspektywie może obniżyć zaufanie do instytucji. W momencie, kiedy pojawiają się pieniądze, może to tworzyć różne domniemania. Załóżmy, że fundacja powołana przy instytucji pozyskuje grant i pracownicy instytucji realizują projekt na terenie tej instytucji –  i znowu jest problem z rozgraniczeniem, czy oni są wtedy w pracy, czy nie są w pracy? Oczywiście, formalnie da się to rozwiązać, ale może to budzić wątpliwości. Każdy przepływ finansowy pomiędzy organizacją a instytucją, a  przede wszystkim z instytucji do organizacji, będzie budził wątpliwości. To jest cała masa problemów.

SF: Problemów, wobec których może się okazać, że pozyskane w ten sposób pieniądze nie są tego warte?

PK: Wydaje mi się, że w dłuższej perspektywie korzystniej jest poszukać w swoim otoczeniu organizacji, z którą można zawrzeć strategiczne partnerstwo na rzecz danego celu, na zdrowych, czytelnych zasadach, niż tworzyć organizację z pracowników danej instytucji. To może też stwarzać problemy w samej załodze, oznacza obciążenie dodatkową pracą, może to doprowadzić do tego, że pracownicy będą sfrustrowani, że muszą się zajmować jeszcze pracą w stowarzyszeniu, zwłaszcza że nie zawsze będzie za tym szła gratyfikacja finansowa. Z drugiej strony, jeżeli ktoś w związku z tym że organizacja będzie realizowała projekt, będzie zarabiał poza instytucją właśnie w tej organizacji, to też będzie stanowiło element frustrujący dla tych pracowników,  którzy nie będa mieli takiej możliwości.

SF: Odpowiedź na wiele tego typu dylematów można otrzymać wypracowując strategię, do której możemy się odwołać. Czy tego typu strategie finansowe powinny być wdrażane w instytucjach?

PK: Strategia jest jedynie narzędziem, ona nie zawsze musi przybierać formę dokumentu. Uważam, że dywersyfikacja źródeł finansowania jest w interesie instytucji i w interesie dyrektora. Poleganie wyłącznie na organizatorze jest co najmniej niekomfortowe. Oczywiście działa taki mechanizm, że organizatorzy interesują się tym, jakie dochody uzyskują instytucje z innych źródeł i czasem pojawia się myślenie, że skoro był grant, albo skoro są dochody z majątku, to można o analogiczną kwotę zmniejszyć dotację podmiotową i tak się czasem dzieje.

SF: Przedsiębiorcza postawa nie jest premiowana?

PK: W wielu przypadkach niestety nie jest. Doświadczenia niektórych instytucji pokazują, że dyrektorzy nie mają motywacji do tego, żeby pozyskiwać dodatkowe źródła dochodów, ponieważ może się to na nich właśnie w taki sposób zemścić. Słyszałem w przeszłości o sytuacjach, że organizatorzy domagali się od instytucji kultury zwrotu nadwyżki budżetowej, wynikającej ze sprzedaży biletów lub najmu sali. Instytucje są formalnie niezależne od samorządów, mają osobowość prawną i ich dochody są ich własnymi dochodami, a nie dochodami samorządów. Znam pomimo to przypadki, że organizatorzy wymuszali zwrot nadwyżki, która była na koncie instytucji na koniec roku. Rzeczywiście jest to pewien problem, brakuje mechanizmu który premiowałby przedsiębiorcze postawy w instytucjach, a za to pojawiają się takie zjawiska, które demotywują do tego, żeby pozyskiwać inne środki. Często też bywa tak, że organizatorzy wywierają presję na instytucjach, aby składały wnioski do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, żeby uzupełnić niedobory w kulturze. Tak się często dzieje na przykładzie programu Infrastruktura domów kultury i jest to postawienie sprawy na głowie, bo obowiązkiem organizatora jest zapewnić środki na działalność i utrzymanie obiektu. Granty ministerialne służą realizowaniu celów polityku kulturalnej państwa. Jest to często nieczytelne dla organizatorów – Minister Kultury nie dofinansowuje działalności instytucji kultury, on realizuje swoje cele dając granty instytucjom i organizacjom. Natomiast w samorządach często mamy do czynienia z takim uproszczonym myśleniem.

SF: Jak moglibyśmy podsumować naszą rozmowę?

PK: Im instytucja kultury ma więcej źródeł przychodów oprócz dotacji organizatora, tym większą ma autonomię. Im więcej dochodów własnych, tym jest większa niezależność, samodzielność i lepsza pozycja instytucji i dyrektora. Ale trzeba o tym zawsze myśleć wyłącznie w szerokim obrazku. Żeby dodatkowe formy finansowania mogły mieć jakieś większe znaczenie dla instytucji kultury, wymaga to stworzenia innych warunków prawnych i zmiany sposobu myślenia o organizacji i finansowaniu kultury.

JEŚLI INTERESUJĄ WAS PRAWNE, FORMALNE I FINANSOWE APSEKTY FUNCKJONOWANIA SAMORZĄDOWYCH INSTYTUCJI KULTURY, ZACHĘCAM WAS DO ODWIEDZENIA PORATLU PROWADZONEGO PRZEZ PAWŁA KAMIŃSKIEGO:

Menedżerkultury.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *